Rispie zarządził, że zostaniemy tu - w siedzibie Pana Piekieł - do końca tygodnia. Marcellego nikt nie spotkał od trzech dni. Zwykle nawet bym o tym nie pomyślała, ale nie w takiej chwili. Oni nie wiedzieli co się stało, lecz ja tak. Lucyfer był wściekły. Marcello natychmiast z powrotem trafił do celi. W sumie dobrze, bo inaczej Książę Ciemności zabiłby go na miejscu. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Rzucił się na niego, klnąc równocześnie jak szewc. Zupełnie nie przypominał depresyjnego chłopaka, którego w nim zauważyłam pierwszego dnia. Nie chciałabym być na jego miejscu. I to tylko dlatego, że ten wziął jego dziennik.
Włóczyłam się bez celu po korytarzach. Wszyscy mieli jakieś zajęcia, a ja nie wiedziałam co mam robić. Zwykle byłabym na treningu...
Zbliżała się osiemnasta, czyli pora kolacji. Większość naszej ,,rodzinki" siedziała już przy stole i czekała aż będzie mogła zacząć jeść. Ja stałam przed drzwiami i podpierałam ścianę. Nie chciałam być tam z nimi i udawać, że nic się nie stało.
Nagle usłyszałam hałas dochodzący z jednej z odnóg głównego korytarza. Po chwili wyłonili się z niej dwaj mężczyźni, zapewne strażnicy. Ktoś tam jeszcze z nimi był. Marcello! Szedł z nimi. Prychnęłam. Szedł. Oni wlekli go za sobą, nie był w stanie iść sam. Zostawili go przy jadalni, ledwo trzymał się na nogach. Skierowałam się ku niemu.
- Pomoc ci? - podniósł głowę.
Nie był to miły widok. Atramentowoczarne włosy były w kompletnym nieładzie. Kredowobiałą twarz miał całą pokrytą licznymi rankami, jedno oko podbite, a z kącika ust ciekła mu wąska smużka krwi. Otarł ją wierzchem dłoni. Większość urazów i tak ukrył pod ubraniem. Wzrok miał lekko rozbiegany, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i skąd dochodzi ów - mój - głos. Po chwili mnie zauważył.
- Nie trzeba, skarbie - wydusił z trudem, jakby czyjaś dłoń zaciskała się na jego szyi.
- Co oni ci zrobili? - wyszeptałam przerażona. Marcello był durny, ale nikt nie zasłużył na takie traktowanie.
- Mi się podobało, słońce - wysilił się na słaby uśmiech.
- Chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju - wzięłam go pod ramię. Wtedy poczułam cały jego ciężar na sobie.
Choć jego sypialnia nie była daleko, to podróż i tak trwała długo. Wyczerpany chłopak co chwila się potykał. Kiedy wreszcie dotarliśmy do celu, z trudem oddychał. Pomogłam mu przemyć rany na twarzy i zaprowadziłam do łóżka. Upadł na nie ciężko ledwo utrzymując pion.
- Mogli cię zabić - nadal byłam w szoku.
- Szczerze - spojrzał mi prosto w moje fiołkowe oczy. - Chętnie bym to powtórzył. Mimo wszystko spodziewałem się czegoś gorszego, złotko.
- Nie żartuj.
- Ależ nic z tych rzeczy, kochanie - zaśmiał się ukazując białe jak perły zęby. - Sam wymierzyłbym sobie okrutniejszą karę.
- Weź się prześpij, bo bredzisz - przyłożyłam dłoń do jego czoła. - Przyjdę później.
- Nie będę czekał z niecierpliwością, kotku - pożegnał się.
Biegałam jak głupia po wszystkich piętrach w poszukiwaniu pewnych dwóch osób. Miałam ochotę wygarnąć im prosto w twarz, co myślę o nich i ich pomysłach. Byłam już na trzeciej kondygnacji, gdy ujrzałam parę mrocznych, wysokich postaci idących w kierunku schodów. Szybko byłam już przy nich.
- Postradaliście rozum?! - nie bawiłam się w uprzejmości.
- Pomyliłaś nas z jakąś swoją koleżaneczką - odezwał się blondyn spoglądając na mnie błękitnymi oczami. - W innym przypadku nic nie tłumaczy cię z twojego skandalicznego zachowania.
- Wybacz, panie - wściekłość dodała mi odwagi. - Ale, czy pan nie rostradał rozumu?!
- Ty mała gnido... - zaczął Rispie, który w tym świetle wyglądał zdecydowanie groźniej, a jego wyraźne kości policzkowe wydawały się jeszcze wyraźniejsze. Pan Piekieł podniesieniem dłoni nakazał mu zaprzestać.
- Chcę usłyszeć, co ta bezczelna nowicjuszka nam zarzuca - powiedział ze stoickim spokojem, którego brakowało jego towarzyszowi.
- To, co zrobiliście Marcellemu jest niedopuszczalne. Potraktowaliście go jak śmiecia - nerwowo potrząsnęłam czarnymi lokami.
- Bo nim jest - Krispin w ogóle nie przejmował się losem swoich podwładnych.
- Jeżeli już ktoś tu nim jest, to ty - wysyszczałam mu prosto w twarz.
Chłopak nie wytrzymał i wymierzył mi porządny policzek. Byłam wstrząśnięta. Uderzyć dziewczynę?! Na dodatek siostrę?! Położyłam rękę na miejsce, gdzie dostałam.
Piekło jak diabli, ale na szczęście nic poza tym. Zdumiona patrzyłam na Rispiego.
- Nienawidzisz mnie, prawda? - poczułam, że gorące łzy mimowolnie spływają po moim bladym obliczu.
- To bardzo prawdopodobne - odparł.
Uciekłam. Nie chciałam, żeby uznali mnie za słabą, ale chyba osiągnęłam odwrotny efekt. Miałam zamiar udać się do swojego pokoju, ale wcześniej poszłam zobaczyć co z Marcello.
Siedział na łóżku i bawił się srebrym sztyletem o rękojeści wysadzanej drogimi kamieniami. Widniał też na niej herb - symbol jakiegoś rodu.
- Co ty robisz?! - wykrzyknęłam na równym stopniu przerażona, jak i zdziwiona.
- Ćwiczę celność, skarbie - powiedział nadal siedząc do mnie tyłem.
- W jaki sposób? - spytałam i praktycznie natychmiast tego pożałowałam.
- W taki, słońce.
Upadły Anioł przewiązał sobie czarne jak węgielki oczy chustą, która leżała obok, ustawił dłoń z mocno przyciśniętymi do siebie palcami zaledwie kilka centymetrów nad udem i... Szybko opuścił nóż. Zamknęłam machinalnie oczy i pisnęłam cicho ze strachu. Po kilku sekundach uchyliłam powieki. Aż otworzyłam usta ze zdumienia. Trafił idealnie między waskie prześwit pomiędzy palecem wskazującym a środkowym, pół centymetra nad nogą. Ani kropli krwi, nic. Dopiero, gdy rozluźnił rękę, zobaczyłam, że pokryta jest drobnymi, cienkimi bliznami. Widać nie zawsze mu się udawało.
- Niesamowite - wyszeptałam.
- Lata praktyki, kochanie - odpowiedział nieskromnie. - Poza tym miałem zabawę.
- Ale przecież to boli, jeżeli coś nie wyjdzie...
- I wtedy jest najfajniej - w jego oczach dało się dostrzec szaleńczy błysk. - Może chcesz spróbować, złotko.
- Raczej podziękuję... - odmówiłam.
- Wiele tracisz, kotku.
- A jak się czujesz? - zmieniłam temat.
- Nietety, ale coraz lepiej - westchnął. - Choć ze wszelkich sił starałem się do tego nie dopuścić.
Wyszłam z jego sypialni bez pożegnania. Co tam w ogóle przyszłam? Nagle coś, a raczej ktoś przykłuł moją uwagę. To był jeden z najpiękniejszych chłopaków, jakich w swoim całym życiu spotkałam. Kasztanowe włosy zaczesane do tyłu, opadały falami na ramiona, zielone jak świeżo skoszona trawa tęczówki, lekko opalona skóra i delikatny uśmiech. Czarna koszula opinała się na wyraźnie zarysowanych mięśniach. Opierał się niedbale o ścianę, jakby na kogoś czekał.
- Cześć - tylko tyle zdołałam wydusić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W poniedziałek do szkoły. :( Ale nie martwcie się. :) Notki będą nadal dodawane codziennie. :D Pozdrawiam, Alexandra.
Zły Lucyfer [*] moje życie takie piękne, kiedy on się złości :D
OdpowiedzUsuńMarcello to małe, ostatnie, masochistyczne dziecko <3 Kocham go za to, ale wredny Rispie i to przypuszczalne 'może' wygrywa. Ja też zawsze tak mówię xd
Cytat dnia to 'Weź się prześpij, bo bredzisz' i ze mną jest tak codziennie.
Czekam na to, co było w tym pamiętniku, bo Lucyfer nieźle się wkurzył i kocham ten moment, w którym Lucia stwierdza, że zabiłby Marcello. Chociaż ja widziałam go raczej jako ostatnią zimną furię i fioletowe płomienie dookoła, ale twoje opowiadanie, twój wściekły Książę Piekieł :D
I wcale nie bawię się nożem jak Marcello, nieee.... tylko raczej z otwartymi oczami xd
I kto to jest, to opalone, kasztanowłose ciacho? Czyżby coś a la moja mind map, że to jakiś Duch Ciemności, dla wtajemniczonych, a dla przyjaciół Mefisto? Co? Nie, prawda?
Anyway, widzę, że moje życzenie na temat Luci się spełnia *excited*
Wenyx3, wściekłości Lucka i zdradzenia mi dwóch tajemnic o kryptonimie pamiętnik i ciacho xd
Agnes :*
Nic nie powiem. :D Nie mogę. Tak, więc opisy dodam o 23.59, bo wcześniej mi nie wolno, prawda? Pozdrawiam.
UsuńA żebyś wiedziała, że ci nie wolno :D
OdpowiedzUsuńA ja i tak muszem wiedzieć!
Idę robić niebezpieczne mikstury w kuchni (kokosowo- różana kawa na pół mrożona) a ty z zegarkiem w ręku pilnuj dodania wpisu xd
Jak będę jutro usypiać na pierwszych lekcjach... To będzie tak jak zwykle. XD
UsuńPs. Nie wysadź kuchni robiąc te mikstury. :D
To naprawdę trudne wyzwanie, jak dla mnie :D
UsuńKiedy ostatnio się bawiłam to po całym pokoju walały się płonące kawałki popielniczki, więc...
Mówisz to osobie, która niszczy prawie każdą rzecz, którą dostanie do ręki. :D Mój pierwszy telefon wylądował na ziemi zaraz po tym jak go wzięłam. XD
UsuńTylko to był dość zamierzony efekt XD
UsuńTo po prostu moja ukochana destrukcyjna moc (y)