niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 18

        Rispie zarządził, że zostaniemy tu - w siedzibie Pana Piekieł - do końca tygodnia. Marcellego nikt nie spotkał od trzech dni. Zwykle nawet bym o tym nie pomyślała, ale nie w takiej chwili. Oni nie wiedzieli co się stało, lecz ja tak. Lucyfer był wściekły. Marcello natychmiast z powrotem trafił do celi. W sumie dobrze, bo inaczej Książę Ciemności zabiłby go na miejscu. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Rzucił się na niego, klnąc równocześnie jak szewc. Zupełnie nie przypominał depresyjnego chłopaka, którego w nim zauważyłam pierwszego dnia. Nie chciałabym być na jego miejscu. I to tylko dlatego, że ten wziął jego dziennik.

        Włóczyłam się bez celu po korytarzach. Wszyscy mieli jakieś zajęcia, a ja nie wiedziałam co mam robić. Zwykle byłabym na treningu...

        Zbliżała się osiemnasta, czyli pora kolacji. Większość naszej ,,rodzinki" siedziała już przy stole i czekała aż będzie mogła zacząć jeść. Ja stałam przed drzwiami i podpierałam ścianę. Nie chciałam być tam z nimi i udawać, że nic się nie stało.

        Nagle usłyszałam hałas dochodzący z jednej z odnóg głównego korytarza. Po chwili wyłonili się z niej dwaj mężczyźni, zapewne strażnicy. Ktoś tam jeszcze z nimi był. Marcello! Szedł z nimi. Prychnęłam. Szedł. Oni wlekli go za sobą, nie był w stanie iść sam. Zostawili go przy jadalni, ledwo trzymał się na nogach. Skierowałam się ku niemu.

- Pomoc ci? - podniósł głowę.

        Nie był to miły widok. Atramentowoczarne włosy były w kompletnym nieładzie. Kredowobiałą twarz miał całą pokrytą licznymi rankami, jedno oko podbite, a z kącika ust ciekła mu wąska smużka krwi. Otarł ją wierzchem dłoni. Większość urazów i tak ukrył pod ubraniem. Wzrok miał lekko rozbiegany, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i skąd dochodzi ów - mój - głos. Po chwili mnie zauważył.

- Nie trzeba, skarbie - wydusił z trudem, jakby czyjaś dłoń zaciskała się na jego szyi.

- Co oni ci zrobili? - wyszeptałam przerażona. Marcello był durny, ale nikt nie zasłużył na takie traktowanie.

- Mi się podobało, słońce - wysilił się na słaby uśmiech.

- Chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju - wzięłam go pod ramię. Wtedy poczułam cały jego ciężar na sobie.

          Choć  jego sypialnia nie była daleko, to podróż i tak trwała długo. Wyczerpany chłopak co chwila się potykał. Kiedy wreszcie dotarliśmy do celu, z trudem oddychał. Pomogłam mu przemyć rany na twarzy i zaprowadziłam do łóżka. Upadł na nie ciężko ledwo utrzymując pion.

- Mogli cię zabić - nadal byłam w szoku.

- Szczerze - spojrzał mi prosto w moje fiołkowe oczy. - Chętnie bym to powtórzył. Mimo wszystko spodziewałem się czegoś gorszego, złotko.

- Nie żartuj.

- Ależ nic z tych rzeczy, kochanie - zaśmiał się ukazując białe jak perły zęby. - Sam wymierzyłbym sobie okrutniejszą karę.

- Weź się prześpij, bo bredzisz - przyłożyłam dłoń do jego czoła. - Przyjdę później.

- Nie będę czekał z niecierpliwością, kotku - pożegnał się.

             Biegałam jak głupia po wszystkich piętrach w poszukiwaniu pewnych dwóch osób. Miałam ochotę wygarnąć im prosto w twarz, co myślę o nich i ich pomysłach. Byłam już na trzeciej kondygnacji, gdy ujrzałam parę mrocznych, wysokich postaci idących w kierunku schodów. Szybko byłam już przy nich.

- Postradaliście rozum?! - nie bawiłam się w uprzejmości.

- Pomyliłaś nas z jakąś swoją koleżaneczką - odezwał się blondyn spoglądając na mnie błękitnymi oczami. - W innym przypadku nic nie tłumaczy cię z twojego skandalicznego zachowania.

- Wybacz, panie - wściekłość dodała mi odwagi. - Ale, czy pan nie rostradał rozumu?!

- Ty mała gnido... - zaczął Rispie, który w tym świetle wyglądał zdecydowanie groźniej, a jego wyraźne kości policzkowe wydawały się jeszcze wyraźniejsze. Pan Piekieł podniesieniem dłoni nakazał mu zaprzestać.

- Chcę usłyszeć, co ta bezczelna nowicjuszka nam zarzuca  - powiedział ze stoickim spokojem, którego brakowało jego towarzyszowi.

- To, co zrobiliście Marcellemu jest niedopuszczalne. Potraktowaliście go jak śmiecia - nerwowo potrząsnęłam czarnymi lokami.

- Bo nim jest - Krispin w ogóle nie przejmował się losem swoich podwładnych.

- Jeżeli już ktoś tu nim jest, to ty - wysyszczałam mu prosto w twarz.

               Chłopak nie wytrzymał i wymierzył mi porządny policzek. Byłam wstrząśnięta. Uderzyć dziewczynę?! Na dodatek siostrę?! Położyłam rękę na miejsce, gdzie dostałam.
Piekło jak diabli, ale na szczęście nic poza tym. Zdumiona patrzyłam na Rispiego.

- Nienawidzisz mnie, prawda? - poczułam, że gorące łzy mimowolnie spływają po moim bladym obliczu.

- To bardzo prawdopodobne - odparł.

                 Uciekłam. Nie chciałam, żeby uznali mnie za słabą, ale chyba osiągnęłam odwrotny efekt. Miałam zamiar udać się do swojego pokoju, ale wcześniej poszłam zobaczyć co z Marcello.

                Siedział na łóżku i bawił się srebrym sztyletem o rękojeści wysadzanej drogimi kamieniami. Widniał też na niej herb - symbol jakiegoś rodu.

- Co ty robisz?! - wykrzyknęłam na równym stopniu przerażona, jak i zdziwiona.

- Ćwiczę celność, skarbie - powiedział nadal siedząc do mnie tyłem.

- W jaki sposób?  - spytałam i praktycznie natychmiast tego pożałowałam.

- W taki, słońce.

                 Upadły Anioł przewiązał sobie czarne jak węgielki oczy chustą, która leżała obok, ustawił dłoń z mocno przyciśniętymi do siebie palcami zaledwie kilka centymetrów nad udem i... Szybko opuścił nóż. Zamknęłam machinalnie oczy i pisnęłam cicho ze strachu. Po kilku sekundach uchyliłam powieki. Aż otworzyłam usta ze zdumienia. Trafił idealnie między waskie prześwit pomiędzy palecem wskazującym a środkowym, pół centymetra nad nogą. Ani kropli krwi, nic. Dopiero, gdy rozluźnił rękę, zobaczyłam, że pokryta jest drobnymi, cienkimi bliznami. Widać nie zawsze mu się udawało.

- Niesamowite - wyszeptałam.

- Lata praktyki, kochanie - odpowiedział nieskromnie. - Poza tym miałem zabawę.

- Ale przecież to boli, jeżeli coś nie wyjdzie...

- I wtedy jest najfajniej - w jego oczach dało się dostrzec szaleńczy błysk. - Może chcesz spróbować, złotko.

- Raczej podziękuję... - odmówiłam.

- Wiele tracisz, kotku.

- A jak się czujesz? - zmieniłam temat.

- Nietety, ale coraz lepiej - westchnął. - Choć ze wszelkich sił starałem się do tego nie dopuścić.

                   Wyszłam z jego sypialni bez pożegnania. Co tam w ogóle przyszłam? Nagle coś, a raczej ktoś przykłuł moją uwagę. To był jeden z najpiękniejszych chłopaków, jakich w swoim całym życiu spotkałam. Kasztanowe włosy zaczesane do tyłu, opadały falami na ramiona, zielone jak świeżo skoszona trawa tęczówki, lekko opalona skóra i delikatny uśmiech. Czarna koszula opinała się na wyraźnie zarysowanych mięśniach. Opierał się niedbale o ścianę,  jakby na kogoś czekał.

- Cześć - tylko tyle zdołałam wydusić.


                                                    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


W poniedziałek do szkoły. :( Ale nie martwcie się. :) Notki będą nadal dodawane codziennie. :D Pozdrawiam, Alexandra.


7 komentarzy:

  1. Zły Lucyfer [*] moje życie takie piękne, kiedy on się złości :D
    Marcello to małe, ostatnie, masochistyczne dziecko <3 Kocham go za to, ale wredny Rispie i to przypuszczalne 'może' wygrywa. Ja też zawsze tak mówię xd
    Cytat dnia to 'Weź się prześpij, bo bredzisz' i ze mną jest tak codziennie.
    Czekam na to, co było w tym pamiętniku, bo Lucyfer nieźle się wkurzył i kocham ten moment, w którym Lucia stwierdza, że zabiłby Marcello. Chociaż ja widziałam go raczej jako ostatnią zimną furię i fioletowe płomienie dookoła, ale twoje opowiadanie, twój wściekły Książę Piekieł :D
    I wcale nie bawię się nożem jak Marcello, nieee.... tylko raczej z otwartymi oczami xd
    I kto to jest, to opalone, kasztanowłose ciacho? Czyżby coś a la moja mind map, że to jakiś Duch Ciemności, dla wtajemniczonych, a dla przyjaciół Mefisto? Co? Nie, prawda?
    Anyway, widzę, że moje życzenie na temat Luci się spełnia *excited*
    Wenyx3, wściekłości Lucka i zdradzenia mi dwóch tajemnic o kryptonimie pamiętnik i ciacho xd
    Agnes :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie powiem. :D Nie mogę. Tak, więc opisy dodam o 23.59, bo wcześniej mi nie wolno, prawda? Pozdrawiam.

      Usuń
  2. A żebyś wiedziała, że ci nie wolno :D
    A ja i tak muszem wiedzieć!
    Idę robić niebezpieczne mikstury w kuchni (kokosowo- różana kawa na pół mrożona) a ty z zegarkiem w ręku pilnuj dodania wpisu xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę jutro usypiać na pierwszych lekcjach... To będzie tak jak zwykle. XD
      Ps. Nie wysadź kuchni robiąc te mikstury. :D

      Usuń
    2. To naprawdę trudne wyzwanie, jak dla mnie :D
      Kiedy ostatnio się bawiłam to po całym pokoju walały się płonące kawałki popielniczki, więc...

      Usuń
    3. Mówisz to osobie, która niszczy prawie każdą rzecz, którą dostanie do ręki. :D Mój pierwszy telefon wylądował na ziemi zaraz po tym jak go wzięłam. XD

      Usuń
    4. Tylko to był dość zamierzony efekt XD
      To po prostu moja ukochana destrukcyjna moc (y)

      Usuń