Dwie tajemnicze postacie stały pośrodku pogorzeliska i z litością kiwały głowami. Rodzeństwo Marcellego najwyraźniej nie pochwalało dziecinnego zachowania brata i Pana Piekieł. Niezadowolone miny ich obojga mówiły same za siebie. Rispie wolnym, ale nie pozbawionym swej zwykłej dumy krokiem podszedł do "kolegów". Dopiero wtedy zauważyłam, że nadal kurczowo trzyma się za dłoń, która bolała go niemiłosiernie. Książę Ciemności wbił zawstydzone spojrzenie w podłogę, a gęste, blond włosy opadły na jego twarz. Wydawało mi się, że jego tęczówki odzyskały dawny szafirowy kolor. Zleflektował się... Nieczęsto spotykał się z sprzeciwem, czy inną tego typu rzeczą, więc to było dla niego niecodzienne wydarzenie. Natomiast Marcello, jakby w ogóle nie zauważył ich przybycia. Interesowało go dosłownie wszystko, ale nie oni.
- Jeżeli masz zamiar nas ignorować, to proszę bardzo, ale wiele stracisz, braciszku - Clementina zrobiła krok w jego kierunku. Czy te pieszczotliwe i wyjątkowo wkurzające określenia, to u nich rodzinne?
- Nie będę z tego powodu płakał - odparł i podniósł na nią wzrok. Jego atramentowoczarne oczy były matowe. - Wyjdź zza kolumny, bo wyglądasz żałośnie, skarbie - zwrócił się do mnie.
Z całych sił starałam się wtopić w tło, ale oni i tak wiedzieli, że tam byłam. Wzięłam głęboki oddech i opuściłam moją marną kryjówkę. Widziałam swoje odbicie w szybie. Bielsza od śniegu, czarne loki w całkowitym nieładzie, a po policzkach spływały pojedyncze łzy. Starałam się otrzeć je, ale jedynie rozmazałam makijaż. Okropność...
- Więc, co takiego ważnego chcieliście nam powiedzieć? Tylko się śpieszcie, bo jesteśmy trochę zajęci - Lucyfer odzyskał trochę animuszu.
- Właśnie widzę... - Raziel westchnął. - Lepiej szybko to opatrz, bo zostanie ci szrama - chłopak odruchowo dotknął trzech blizn biegnących w poprzek jego twarzy. Źrenice blondyna na moment rozszerzyły się.
- Zaraz... - mruknął, wycierając krew z oblicza.
- O co się pobiliście? - spytała białowłosa, kucając, aby podnieść czarny kryształek z ziemi - fragment zniszczonego żyrandolu.
- O głupoty - Rispie wyraził swoją opinię. - Jak zwykle...
I kto to mówi?! Myślałam, że się na niego rzucę. Zresztą, chyba nie tylko ja... On najbardziej z nas potrzebowałby jakiś zajęć z panowania nad gniewem, a udawał świętoszka! Niesamowicie się zmienił, ale niestety, nie na lepsze. W końcu nie wytrzymałam. Zapominając o strachu, podeszłam do niego i... Uderzyłam go w twarz. Poczułam ogromną ulgę, bo wreszcie oważyłam się to zrobić. Był tak zdziwiony, że nie potrafił nic powiedzieć. Z resztą tak jak wszyscy pozostali. Usłyszałam śmiech mojego Przewodnika. Spojrzałam na niego. Stał w ramie okna, na samej jego górze, bo tylko tam dało się jej otworzyć.
- A już chciałem uciec. Całe szczęście, że tego nie uczyniłem.
- Dlaczego to zrobiłaś?! - Krispin nadal był w szoku.
- Bo zaczynasz przesadzać! - zdenerwowałam się. - Jesteś...
- Niby kim?! - warknął.
- Jeszcze gorszym bratem niż kiedyś! - wrzasnęłam i dopiero wtedy zrozumiałam, co powiedziałam.
- Coś ty zrobiła... - szepnął tak cicho, że tylko ja byłam w stanie go zrozumieć.
W sali zapanowało milczenie. Przed oczami miałam twarz Rispiego i gdybym go nie znała, pomyślałabym, że zaraz się rozpłacze. Nadal nie rozumiałam, dlaczego robił z tego taką tajemnicę, chociaż sądząc po wyrazie twarzy Pana Piekieł, czeka go kara. Ale za co?! Za to, że ma rodzinę?! Marcello zgrabnie zaskoczył na podłogę i spacerował sobie między skamieniałymi postaciami. Po jakimś czasie podszedł do mnie i szepnął mi na ucho.
- W co się bawimy, złotko? - spytał się i spojrzał mi w fioletowe oczy. Wzrok miał jak mały szczeniak ufnie czekający na wytłumaczenie naszego zachowania. On chyba naprawdę myślał, że to zabawa...
- Ktoś jeszcze ma jakieś ciekawe wiadomości, którymi chciałby się z nami podzielić? - wycedził przez zaciśnięte zęby Książę Ciemności.
- On jest coraz silniejszy i zbiera armię - Clementina ogłosiła to takim głosem, jakby mówiła wyrok śmierci. I chyba rzeczywiście nim był.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótko, ale jest! :D Wybaczcie, że notki są co dwa dni, ale mam teraz urwanie głowy. Tu egzamin, tu konkurs, tu coś. :( Ale już niedługo. :) Pozdrawiam, Alexandra.
Przepraszam, że nie pisałam wcześniej komentarzy, ale po prostu nie miałam zbytnio weny i nie chciałam pisać jakiś pierdół... (Supernatural zajmuje czas i rozdziera serce, wiec nie masz na nic ochoty xd)
OdpowiedzUsuńTen rozdział, w każdym razie, jest epicki. Wyobraziłam sobie pod koniec tą scenę, jak oni wszyscy sobie stoją pośrodku takiego niezłego rozpierdzielu i patrzą na siebie jak gdyby nigdy nic. Może to po prostu jakaś schiza albo nie wiem co, ale mam wrażenie, że Clementina po coś podnosiła ten kryształek z żyrandola. Ale to raczej po prostu moja rodzinna skłonność do szukania wszędzie teorii spiskowych, sorry amory, takie życie :,D
Też widziałam takiego jakby skruszonego Lucyfera i mam teraz na ustach jeden z uśmieszków Agnes K. taki z rodzaju mniej psychopatycznych :D
I jeszcze te trzy blizny Raziela [*] za to kocham Marcello <3
Ten policzek od Luci jest taki kochany i od razu pomyślałam o tym, jak na rozdaniu nagród dostałam coś, co musiałam trzymać w dwóch rękach i nie mogłam klaskać, wiec moja przyjaciółka stwierdziła, że nic się nie stanie, jeśli będzie uderzać w mój policzek jako moje klaskanie ;-; i później miałam cały czerwony prawy policzek xd To chyba stąd te skłonności masochistyczne :D
Tak strasznie cieszy mnie dziecinne zachowanie Lucyfera i Marcello <3
I zastanawiam się kto zbiera armię. Widzę, że obrałaś taktykę kończenia w takich perfidnych momentach :D
Wszyscy mają teraz te egzaminy, a ja nie i jestem taka szczęśliwa :,)
I wiem, że szalenie cię to interesuje, ale no cóż, dzisiaj miałam taką piękną wizję Lucyfera w fartuszku 'pocałuj kucharza', robiącym gorącą czekoladę z piankami w kuchni Mefisto :D Czy to tylko ja mam takie dziwne pomysły?? Bo moi znajomi zawsze mają takie cudownie zaszokowane miny :,)
Wenyx3, kucharza Lucyfera, masochizmu Marcello, tego kochanego rodzeństwa, noża Marcello i czego tam jeszcze :D
Agnes :*
PS. Muszę się tym pochwalić. Milczałam dzisiaj przez 2h, żeby później wybuchnąć śmiechem pacjenta z psychiatryka, na całą salę gimnastyczną, bo wygrałam dziecinną zabawę z moją koleżanką pt. 'kto pierwszy się odezwie, przegrywa' :,) (oczywiście, że jestem bardzo dojrzała emocjonalnie :D)
Cieszę się, że Ci się podoba. :D To dla mnie bardzo ważne.
UsuńCo do dziecinnych zabaw. Ja i moje koleżanki też jesteśmy bardzo dojrzałe emocjonalnie. Próbowałaś wejść kiedyś w kilkanaście osób do jednej, małej kabiny toaletowej? XD
Brawa za 2h milczenia. Dla mnie 2 min. to długo. Ja za to przerażam moją biedną koleżankę tym, że okropnie długo nie mrugam, a potem nagle zaczynam się przerażająco śmiać i zostaję uznana za opętaną. :D
Pozdrawiam, Alexandra.
Ja zawsze śmieję się jakbym była opętana...
OdpowiedzUsuńI też długo nie mrugam, dodatkowo parząc takimi dużymi, niebieskimi oczami XD
I wiesz co? Supernatural wcale nie jest miłe. Jest smutne. Dean jest smutny. Mam ochotę płakać ;-;