,,Oby nic mu się nie stało" - tak głosiło ostatnie zdanie w trzecim wpisie w dzienniku Pana Piekieł. Nie rozumiałam go. Kim był Asmodeusz? Nie mogłam dalej czytać, bo patrole zaczynały wracać do siedziby. Szybko pobiegłam do pokoju i schowałam czarny notatnik głęboko pod miękkim materacem mojego łóżka. Jeszcze dwa dni i będziemy w naszym zamku. Wszystko co tu się wydarzyło pójdzie w niepamięć. Przestanie istnieć.
Zaczynało się ściemniać, więc po chwili Forneus się zjawił. Nie miałam najmniejszej ochoty na spacer, ale nie chciałam sprawić mu zawodu. W końcu to tylko krótka przechadzka...
- Jesteś gotowa? - spytał wysoki, opalony chłopak i uśmiechnął się promiennie.
- Tak, już idę - powiedziałam pośpiesznie nakładając letni płaszczyk.
Noc rzeczywiście była nieprawdopodobnie piękna. Spadające gwiazdy lśniły na tle granatowego nieba. Rześkie powietrze, lekko chłodno, ale nadal przyjemnie. Cieszyłam się, że tu przyszłam. Moja blada cera odcinała się bielą od morza ciemności, a jego zielone oczy przypominały kocie ślepia.
- Cudownie tu - szepnęłam z zachwytem.
- Wiedziałem, że ci się spodoba - roześmiał się. - Pokazać ci coś jeszcze bardziej niezwykłego?
- A to jest możliwe?
- Sama ocenisz - odparł i ruszyliśmy dalej ścieżką.
Wędrówka nie trwała długo. Wystarczyło przejść kilkanaście metrów, by znaleźć się na
sporej polanie. Widok zapierał dech w piersiach. Stary młyn ukryty pośród wysokich traw i wszelakich kwiatów. Wartka rzeczka płynąca obok i księżyc rzucający na to swą srebrną poświatę. To wszystko było jak sen, z którego nie chciało się obudzić. Forneus nic nie mówił, również się przyglądał.
- Dziękuję, że... - gestem ręki nakazał mi umilknąć. Posłuchałam go.
- Ktoś tu chodzi - szepnął.
Rzeczywiście było słychać czyjeś kroki. Z każdą pełną napięcia chwilą bałam się coraz bardziej. W panującym mroku nic nie było widać. Nagle młyńskie koło zaczęło się powoli obracać, skrzypiąc przy tym niemiłosiernie. Pisnęłam ze strachu.
- Zacznij ostrożnie się cofać - poradził cicho chłopak. - Schowaj się za mną.
Najpierw robiłam co mi kazał, ale w końcu przerażenie wzięło górę i ruszyłam biegiem. Mój towarzysz szybko mnie dogonił. Nie był zadowolony.
- Nie słyszałaś co powiedziałem? - syknął.
- Wybacz - przybrałam przepraszający wyraz twarzy, ale w tych ciemnościach i tak nic nie zauważył.
Nikt nas nie gonił, ale nie zwolniliśmy kroku. Ja nie miałabym odwagi, a on nie chciał mnie zgubić w mrocznym lesie, w którym było niewiadomo co. Po kilku minutach zmęczeni dotarliśmy do twierdzy. Z trudem łapałam oddech.
- Co... To... Było? - wydusiłam wreszcie.
- Nie wiem, ale nie chodź tam w najbliższym czasie, dobrze? - patrzył na mnie w taki sposób, że nie mogłam odmówić.
- Oczywiście - nagle mnie olśniło. - Do zobaczenia - rzuciłam na pożegnanie.
Nie wysilając się, aby zapukać, wpadłam do jego pokoju. Siedział na parapecie przy otwartym oknie i bawił się swoim ulubionym sztyletem.
- To byłeś ty - stwierdziłam wściekła.
- Nie zaprzeczę, ale też nie potwierdzę, bo nie wiem co masz na myśli, skarbie - odparł, nie przejmując się zbytnio moimi zarzutami.
- Chciałeś mnie nastraszyć!
- Niby kiedy, słońce? - spytał znudzony.
- Jakiś kwadrans temu! - złościło mnie, że udawał większego idiotę niż był.
- Niestety, kotku, ale piętnaście minut temu byłem tutaj i dostałem talerzem od Lucyfera, który myślał, że znowu wziąłem ten jego głupi pamiętniczek - Marcello podwinął rękaw i pokazał długą, krwawiącą jeszcze lekko ranę, a mnie ogarnęły wyrzuty sumienia. - Nie mogę już chodzić do jadalni, bo on w końcu zniszczy całą zastawę stołową, kochanie.
- Forneus...
- Nie mów tego ohydnego imienia, należącego do jeszcze gorszej osoby, złotko - przerwał mi.
- Jak możesz tak go oceniać!
- Nie znasz go, skarbie - wycedził.
- Ty też nie.
- Zdziwiłabyś się - skierowałam się do wyjścia. - Jedna mała rada. Jeśli go spotkasz, nie daj się nabrać na jego gierki, słońce.
- Nie wierzę ci... - zaczęłam, ale go już nie było. Rozpłynął się w powietrzu, czy co?! Musiał, bo to ja stałam przy drzwiach, a innego wyjścia nie było...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, że późno... Ale jest! :D Chciałabym poinformować, że jutro najprawdopodobniej nie będzie notki, bo mam zajęć w szkole od groma i jeszcze kilka projektów na piątek, których nie zdążyłam zrobić... :( To okropne. Pozdrawiam, pełna pesymizmu Alexandra.
Przeczytałam co prawda już wczoraj, ale nie miałam jak dodać, bo nie umiem obsługiwać mojego szataństwa znanego powszechnie jako iphone...Magnus nie aprobuje :/
OdpowiedzUsuńCo do twojego tekstu, to jak zawsze świetnie.
To takie urocze, kiedy Lucyfer martwił się o Asmodeusza <33
Tylko jedno 'ale', dlaczego Lucia nie wiedziała kim on jest? Jak dobrze pamiętam, to akcja na początku była osadzona w normalnym świecie, i mimo wszystko powinna wiedzieć kim był, albo przynajmniej coś o nim słyszeć. nawet jeśli była niewierząca, no ale może po prostu nie połączyła faktów...
'- Nie zaprzeczę, ale też nie potwierdzę' to mój oficjalny cytat dnia :D geniusz Marcellego <3
I znowu ten Forneus -.-
A już miałam nadzieję, że znajdą miejsce schadzek :D (tak, wiem, jestem monotematyczna)
To jest moja irytacja pomieszana z chorobą. Bo jestem CHORA. Zbliża się koniec świata xd
Bo kiedy jestem chora, każde moje słowo brzmi jak jęk Lucyfera:
'- Mefisto! - zawył Lucyfer, co brzmiało jak wołanie o pomoc, ale jednocześnie
skomlenie kopniętego szczeniaka, który wcześniej bezgranicznie mu ufał'
(mojego autorstwa, po tym jak Mefisto podkradł się od tyłu do tronu Księcia Piekieł i poczochrał mu włosy)
Chciałabym coś jeszcze napisać, ale mój mózg jest martwy, bo jestem chora ;-;
Anyway, wenyx3, czegoś słodkiego (Lucyfer...), masochizmu Marcellego (jestem fanką) i nie wiem czego jeszcze, bo mój mózg szwankuje :,)
Agnes :*
PS. Mam nowe mentalne zwierzątko, które nazywa się L. Jest trochę zdziczałe i kocha słodycze, ale i tak urocze. Chyba dobrze dogaduje się z Alecem, bo Mycroft za nim nie przepada, bo przypomina mu jego młodszego brata, który również jest detektywem (Sherlock). Ty chyba nie masz mentalnych zwierzątek, co? Bo ja mam na razie tylko kilka: Mycrofta, Marcellego, Aleca, L, Gilberta (z jego gilbirdami) i Nico, ale zawsze może się pojawić nowe :)
Dobra, zaczynam bredzić, czas się przespać xd i mimo wszystko mam nadzieję, że uda ci się wrzucić dzisiaj :3
Co do Asmodeusza - Lucia po prostu nie pokojarzyła faktów. :) Na razie nie mam mentalnych zwierzątek, ale wszystko jest możliwe. :D Biorę się za projekt i może uda mi się coś dzisiaj dodać. :) Pozdrawiam, nadal pesymistyczna, ale przynajmniej dodała kilka wesołych emotikonek, Alexandra.
OdpowiedzUsuńJa nie potrafię być pesymistyczna xd
UsuńZbyt dużo fandomu, mentalnych zwierzątek, fanfików i muzyki :D
A ja sama muszę ogarnąć moje opowiadanie bo w zeszły weekend dopiero zrobiłam plan wydarzeń (gratulacje, Agnes, nie ma to jak zrobić plan przy 65 stronie xd) Ale z drugiej strony, podczas tych 60 stron braku akcji, zawiesiłam tyle strzelb Czechowa, że mogę teraz iść na polowanie :D
Zwykle też nie jestem pesymistyczna, raczej optymistyczna na lekko (czyt. bardzo) przerażający sposób. :D
UsuńDla mnie szklanka nie jest do połowy pusta, ani do połowy pełna. Dla mnie szklanką można rzucić w kogoś z kim się kłócisz, czy jest połowicznie napełniona czy też nie :D
Usuń