wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 20

        Lucyfer skonfiskował Marcellemu jego ukochany sztylet. Oczywiście, nie było to dobrowolne. Chłopak protestował i chodził za Panem Piekieł i Rispim tak długo, że w końcu postanowiono odesłać go do jego pokoju.

- To fair! - krzyczał. - Tak, zabrałem ten twój idiotyczny pamiętniczek, ale to nie to samo!

- Czyżby? - spytał Książę Ciemności z satysfakcją w szafirowych oczach.

- Ty naprawdę mnie nie doceniasz, prawda? - chłopak powiedział z litością w głosie. - Zawsze uważasz, że jesteś silniejszy i lepszy od wszystkich, ale kiedyś potkniesz się o własną dumę i poczujesz, że nawet ty czasem też przegrywasz - Marcello z radością przyglądał się jak Lucyfer powoli tracił nad sobą panowanie. - Ale przecież kiedyś już tak było...

- Zabrać go! - wrzasnął czerwony ze złości Pan Piekieł.

          Tym razem mój Przewodnik dobrowolnie dał się wyprowadzić. Będąc przy drzwiach, odwrócił się jeszcze i pokazał Księciu Ciemności język. W samą porę uchylił się przed nadlatującym kubkiem, który z łaskotem rozbił się o jasną ścianę, pozostawiając na niej sporą plamę. Ktoś cicho zaklnął. Atramentowłosy Upadły Anioł zaśmiał się. Przez to znowu prawie dostał jakimś naczyniem. Strażnik nakazał mu już iść, jakby obawiał się, że jego władca zniszczy coś jeszcze.

           Gdy wyszłam z biblioteki, wpadłam na kogoś. Forneus. Jego zielone oczy roztapiały jednym spojrzeniem. Uśmiechnął się.

- Jak minął dzień? - oparł się o ścianę.

- Tak jak zwykle, czyli bardzo... Nie wiem jak to ująć... Interesująco - powiedziałam wreszcie.

- To miło, ja się za to okropnie nudziłem - zaśmiał się.

- Też bym chciała - przyznałam. - Odkąd tu jestem, nie mogę narzekać na brak atrakcji.

- Teraz nie mam czasu, ale może miałabyś ochotę na spacer? Dziś wieczorem ma być podobno deszcz spadających gwiazd - zaproponował.

- Bardzo chętnie - fakt, że się zarumieniłam, próbowałam ukryć za czarnymi lokami, które opadły na moją twarz.

              Nie wiedziałam, czym się zająć. Wszystkich gdzieś wywiało, a ja sama siedziałam w holu w oczekiwaniu na Kimiko, Agnès lub kogokolwiek kogo znałam. Teraz przynajmniej mogłam w spokoju pomyśleć.

              Nagle moją uwagę przykłuł coś co leżało na niskim, szklanym stoliczku. Skórzany, kruczy notatnik. Nie mogłam się opanować i zajrzałam.

                                                                                                                  Środa 11 marca

              Wszczęto bunt. Niektóre Anioły stawiły się po mojej stronie - właściwej, a inne dalej trwały w swoich przestarzałych ideałach. Nie wiem co będzie dalej. 

                                                                                                                  Czwartek 12 marca

               Dzisiaj dołączył do nas nowy sprzymierzeniec - ciemny blondyn o szarych, pięknych oczach i lekko bladej karnacji, imieniem Asmodeusz. 

                                                                                                                   Piątek 13 marca

               Ta data będzie przeklęta! Czeka nas wygnanie i wieczne potępienie. Nigdzie nie widziałem Asmodeusza. Oby...

               Szybko schowałam zeszyt. Ktoś idzie. Starałam się przybrać najbardziej obojętny wyraz twarzy. Spojrzałam w kierunku, z którego dochodził dźwięk kroków.

- Co tam chowasz, skarbie? - Marcello próbował zobaczyć co trzymam za plecami.

- Nic - skłamałam, chociaż on i tak by mi nie uwierzył.

- Ciekawe dopiero robi się potem, kochanie - dostrzegł notatnik.

- Yhm - mruknęłam i zaczerwieniłam się.

                 Nagle zauważyłam, że chłopak bawi się... Sztyletem, który Lucyfer mu odebrał.

- Skąd to masz? - spytałam zdziwiona.

- Naprawdę sądziłaś, że mu go oddam, słońce? - w jego obsydianowych oczach kryło się politowanie.

- Ja... - zaczęłam, ale go już nie było. Wzruszyłam ramionami i zabrałam się za dalszą lekturę.


                                                        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Szkoła daje się we znaki. :) Mimo to notka jest. Wiem, że krótka, ale miałam mało czasu. :) Pozdrawiam, Alexandra.

5 komentarzy:

  1. 'Strażnik nakazał mu już iść, jakby obawiał się, że jego władca zniszczy coś jeszcze.' - oh, chciałabym zobaczyć, jak Lucyfer niszczy coś jeszcze...
    Interesujące dnie Lucii [*] Jak się ma Lucyfera i Marcellego, to nie sposób się chyba nudzić. To jak z moimi znajomymi i Magnusem (dalej nikt w niego nie wierzy ;-;)
    Oklaski za 13 w piątek, jestem małą spostrzegawczą córą Alicante i niemożliwe byłoby, żebym tego nie zauważyła :D
    Co do tego Asmodeusza... to brawa, skarbie! Mój psychopatyczny uśmiech a la Francis już w gotowości!
    Spryt Marcello <3 Od dzisiaj Marcello oficjalnie staje się moim mentalnym zwierzątkiem, które będzie mogło żywić się atakami fandomu i moim uwielbieniem bogów eyelinera i brokatu. Trafia w dobre ręce xd Tak się ostatnio radośnie dusiłam ze szczęścia, gdy uświadomiono mnie, że Brendon Urie to taka wersja hetero mojego kochanego Adasia :D
    Wracając do twojej twórczości, to powiem, że ten rozdział rozbił mnie całkowicie i z taką dziką radością przemykałam pomiędzy fruwającymi naczyniami, zaglądałam do uroczego pamiętniczka i zgrzytałam ząbkami na Forneusa. Dalej mnie irytuje, po prostu jakoś tak i jest ogółem irytujący i buuuu. Ale pocieszę cię, że moja znajoma na pewno by go pokochała ze względu na jego wygląd.
    Anyway, jestem jeszcze rozbita po tym, jak cała sala gimnastyczna (trzy klasy dziewczyn) radośnie klaskały na wfie dla mnie, więc dziękuję za internetową grupę wsparcia w której jestem ja, masochistyczny Marcello i depresyjny Lucyfer, walczący ze swoimi napadami złości :D
    Wenyx3, Lucyfer x Asmodeusz (ma być hot, bo jak nie to...), masochizmu Marcellego i więcej tajemnic Lucyfera <33
    Agnes :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Ale w sumie to Brendon tylko czasami na teledyskach używa eyelinera, więc smuteg :(

      Usuń
    2. Przez Ciebie teraz do nocy słucham Adasia. :D Wierzę, że Marcello jest w dobrych rękach. :D Pilnuj, żeby zbytnio nie bawił się nożami. XD Wiedziałam, że zauważysz piątek 13. :) Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Adaś to bóg eyelinera i mimo wszystko jest świetnym wokalistą, a ja właśnie przekonuję sama siebie, że oddychanie jest ważne.
      Co do zabawy nożami, to może być dość trudne, ale będę się starać :D
      Cieszę się, że ludzie we mnie wierzą! (mam tą chorą przypadłość odbierania wszystkich bodźców z otoczenia ;-;)
      Idę oglądać Dana i Phila (rzyging tęczą w moim wydaniu :D)

      Usuń
    4. W takim razie życzę miłego oglądania. :) Tak poza tym. Zaktualizowałam opis Luci.

      Usuń