poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 19

        Jak zaczarowana przyglądałam się zielonookiemu chłopakowi. Nie zauważył mnie. Jednocześnie poczułam rozczarowanie, jak i ogromną ulgę. Nerwowo poprawiłam kruczoczarne loki. Biłam się z myślami. W końcu strach wziął przewagę i skryłam się za rogiem, wciśnięta między starą komodę, a beżową, skórzaną sofę. Postanowiłam poczekać aż odejdzie.

         Po dobrych kilku minutach ostrożnie wyjrzałam zza mej kryjówki. Patrzył się w moją stronę i szeroko się uśmiechał. Jak on to pięknie robi... Szybko odpędziłam niechciane myśli i schowałam głowę.

- I tak cię widziałem! - zawołał ze śmiechem, ale nie takim wrednym, tylko przyjaznym. - Wyjdziesz, czy będziesz się tam chować do końca życia?

         Starając się jak najmocniej ukryć twarz za zasłoną włosów, nieśmiało  do niego podeszłam, ale zachowałam kilkumetrowy dystans.

- Nie bój się. Przecież cię nie zjem - powiedział radośnie. - Jak masz na imię?

- Ja... Eee... - jąkałam się.

- Nietypowe - zrobił zdziwioną minę. - W takim razie, miło cię poznać Jae.

- Nie - starałam się wyjaśnić nieporozumienie. - Nazywam się Lucia.

- Jeszcze ładniej - na nowo się rozpromienił. - Ja jestem Forneus.

        Chłopak wytężył wzrok, najwyraźniej kogoś zauważył. Pożegnał się krótko, obiecał, że jeszcze się spotkamy i szybkim krokiem ruszył w kierunku, w którym przed chwilą się patrzył. Nie mogłam doczekać się następnego razu, kiedy go zobaczę. Był idealny. Westchnęłam i z zamiarem pójścia do swojego pokoju skręciłam do bocznego korytarzyka.

        Dzień dłużył się niemiłosiernie, każda minuta wlokła się jak godzina. Jedyną książkę, jaką tu miałam, dawno przeczytałam. Kimiko i Agnès były na patrolu, treningi z Marcellim na razie odwołano, a Rispie nie chciał mnie widzieć.Nawet myślenie o Forneusie wydawało mi się wtedy niezbyt ciekawe.

        Właśnie leżałam na łóżku i podrzucałam małą, czerwoną piłeczkę, gdy rozległo się ciche pukanie drzwi.

- Proszę - zawołałam nieprzerywając zabawy.

- Cześć - powiedział wysoki chłopak o kasztanowych włosach.

- Wybacz, nie wiedziałam, że to ty - oblałam się szkarłatnym rumieńcem.

- Nic nie szkodzi - odparł Forneus z uśmiechem. - Szedłem właśnie do jadalni i uznałem, że po ciebie wpadnę. Dobrze zrobiłem, widać zupełnie o tym zapomniałaś.

- W takim razie już idę - szybko wstałam z pościeli, lekko ją wygładziłam i ruszyłam za nowym znajomym.

         Gdy dotarliśmy na miejsce, byli już wszyscy z wyjątkiem Pana Piekieł i Marcellego. Po chwili jednak obaj łaskawie się zjawili. Mój Przewodnik starał się ukryć rany ma twarzy za gęstą, kruczoczarną grzywką, ale niezbyt mu się to udało. Lucyfer był jakiś zamyślony, więc reszta też zachowała ciszę. Do czasu.

- Marcello - syknęła Elena na chłopaka.

- O co chodzi?

         Dopiero teraz zauważyłam, że znowu bawi się tym dziwnym sztyletem. Tym razem wymyślił nową, tak samo chorą jak poprzednia, gierkę. Kładł sobie nóż, ostrzem do skóry, między oczy, tuż nad nosem i balansował nim w taki sposób, żeby nie spadł. Po bladej cerze spływała wąska smużka krwi. Widać, że było bardzo ostre.

- Przestań to robić - wycedziła dziewczyna przez zaciśnięte zęby. - Nie wszyscy tutaj zgromadzeni mają skłonności sadystyczne i masochistyczne jak ty.

- Nie - odpowiedział krótko.

- Zrób co ci kazała - warknął Rispie, któremu najwyraźniej również nie podobała się ta zabawa. - Albo...

- Albo co? - spytał z błyskiem w atramentowych oczach.

- Albo znowu trzeba ci będzie wymierzyć karę - posępny głos należał do Księcia Ciemności.

          Marcello podskoczył lekko, jakby przemówił do niego stół. Niestety, zapomniał o  sztylecie, który ledwo utrzymywał się w pionie. Narzędzie upadło równocześnie przecinając
skórę tuż pod okiem. Chłopak zawył. Spojrzeliśmy na niego zdziwieni. On nigdy nie okazywał bólu, śmiał się z niego. Wtedy Lucyfer z litością pokiwał głową.

- Co to za nóż? - westchnął ciężko.

- Należał do Łowcy Demonów - przyznał się.

- Jesteś idiotą - stwierdził Rispie. - Kompletnym idiotą.

            Nie bardzo się na tym znałam, ale z tego co usłyszałam, to nawet najmniejsza rana zadana ów nożem była dla Upadłego Anioła okropna. Specjalne zaklęcie sprawiało, że cierpiało się jeszcze mocniej. Prawie mi go było żal. Prawie.

- Będziesz musiał to przeczekać - powiedział Pan Piekieł ze słabo ukrytym zadowoleniem. Jego zemsta potrwała trochę dłużej.


                                                          ~~~~~~~~~~~~~~~


Przepraszam, że dodaje dopiero teraz, ale wcześniej nie mogłam. Najważniejsze, że wyrobiłam się z notką. :D Pozdrawiam, Alexandra.

3 komentarze:

  1. Marcello... oh, Marcello :D
    Nie mogę z niego, po prostu mam taki szeroki uśmiech, kiedy czytam o jego skłonnościach masochistycznych i mam ochotę zrobić z niego moje kolejne mentalne zwierzątko. Oznacza to, że dołączyłby do Aleca i Mycrofta :,)
    Umieram też ze śmiechu, kiedy czytam o słabo ukrywanym zadowoleniu Lucyfera <3
    I jeszcze ten Rispie: Zostaw, bo zrobisz sobie bubu! Bta, jak ja go uwielbiam C:
    Nie myśl sobie, że zamydlisz mi moje błękitne oczka tym całym kasztanowłosym ciachem, które swoją drogą z niewiadomych przyczyn działa mi na nerwy...
    Czekam na ten pamiętniczek władcy piekła i przytupuję z niecierpliwością! Wiem, że jestem niemiłosiernie wymagająca, ale czekam!
    Nie wiem dlaczego ten Forneus mnie tak irytuje... Może to kolejny cwaniaczek, który stalkuje Lucię?! Bulwers, bo wiedział gdzie ma pokój, stalker wstrętny... Dobra, sorry, nie wiem dlaczego się tak na niego uwzięłam, może to po prostu dlatego, że nowa postać i ten teges, ale mnie irytuje jak komar w środku letniej nocy. Brrrr... To wszystko przez traumatyczne spotkanie z komarem zamieszkującym za moim regałem [rym :D]. Magnus mówi, że to była muszka owocuszka, ale ja wiem swoje!
    Zaczęłam gadać o owadach... No super...
    Wspomnę jeszcze upartość Marcello 'Nie.' z kropka nienawiści na końcu :D
    Wenyx3, niezabijania nikogo (!), więcej słabo krytego zadowolenia Lucyfera i masochistycznych skłonności Marcellego.
    Agnes :*
    PS. Muszę się podzielić z tobą tekstem, który wpadł mi do głowy przy moich humorystycznych opisach Lucyfera i Mefisto. Mianowicie:
    - Bolało jak spadłeś z nieba?
    *Mefisto zarywajacy do Lucyfera w bardzo Mefistofelesowy sposób* xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Może jeszcze polubisz Forneusa. :) A niby czemu Lucyfer miałby ukrywać zadowolenie, przecież się cieszył chłopaczyna. :D Fajny tekst. :D Tak poza tym, to Forneus to imię jednego z Upadłych Aniołów. Specjalnie szukałam jakiegoś, które jest naprawdę. Pozdrawiam, Alexandra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie niekryte zadowolenie Lucyfera też byłoby całkiem... Francisowe...
      No super, już nigdy nie pozbędę się z mojej biednej głowy Francisa jako Lucyfera :,)
      Zobaczymy co będzie z Forneusem, a na razie, to dla odmiany idę zeżreć sobie trochę truskawek (Magnus jeszcze się do nich nie przekonał, więc pozostaje mi próbować :D)

      Usuń