Wstałam o czwartej rano i już od wpół do szóstej czekałam na Marcello przed zamkiem. Było bardzo zimno, ale bałam się, że jeżeli wejdę teraz do środka, to przegapię lekcję. Normalnie by mi to nie przeszkadzało, ale nie w takiej sytuacji. Skoro wiedział, że jestem siostrą Rispiego to, co jeszcze mógł chować w zanadrzu? Palce zrobiły mi się lekko sine od mrozu, a włosy pokrył szron. Nie cierpię tego, że pogoda jest taka zmienna. Wczoraj było ciepło i przyjemnie, a teraz co? Zima. Minęła szósta, siódma, ósma, dziewiąta, a go nadal nie było. Byłam wściekła i uznałam, że nie obchodzi mnie, co on wie. Właśnie miałam otwierać drzwi, gdy nagle usłyszałam ciche uderzenie o bruk. Odwróciłam się.
- Dzień dobry, kochanie - przywitał się Marcello wesoło.
- Coś ty sobie myślał?! - szczęka drżała mi z zimna.
- Wiele rzeczy, a o co dokładnie ci chodzi, złotko?
- Czemu kazałeś mi tu stać przez ponad trzy godziny?!
- A, to! - machnął lekceważąco ręką. - Po prostu chciałem sprawić, ile wytrzymasz. Całkiem nieźle. No i miałem ubaw.
- Że co?!
- Nie martw się, skarbie, ja też tu siedziałem, więc oboje jesteśmy w równym stopniu poszkodowani. Wystarczy tego dobrego, zabieramy się za trening.
- Nie cierpię cię... - wysyczałam.
- Nie ty jedyna i nie ostatnia, słońce - powiedział.
Wtedy po raz kolejny w moim życiu ujrzałam, jak z pleców chłopaka zaczęły wyrastać ogromne, krucze skrzydła, a paznokcie zmieniły się w ostre szpony. To nie jest najprzyjemniejszy widok. Niespodziewanie Anioł wzbił się w powietrze i pochwyciwszy mnie za ramiona, poleciał w kierunku lasku.
Nie trwało to długo, ale dla mnie to była cała wieczność. Nawet nie mogłam nacieszyć oczu widokiem, gdyż w ciągu tej krótkiej podróży ani razu nie rozchyliłam mocno zaciśniętych ze strachu powiek. Wręcz cudownie - Mroczny Anioł z lękiem wysokości. Przecież to wcale nie przeszkadza! Na szczęście poczułam wtedy grunt pod nogami.
- To było okropne... - wyszeptałam.
- Czyżbyś, skarbie, bała się latania? - kpił w najlepsze Marcello.
- Śmieszy cię to?!
- Tak, ale spokojnie, praktycznie każdy z początku tak ma. Gdy po raz pierwszy wzbijesz się w powietrze, strach minie.
- To dobrze - ulżyło mi.
Chłopak wrócił do poprzedniej postaci i podszedł bliżej.
- Lekcja pierwsza. Musisz się uspokoić, bo inaczej w ogóle ich nie rozwiniesz - pokiwałam głową. - Lekcja druga. Wyobraź sobie, że wykształcasz skrzydła, ale bardzo tego chciej. Popatrz.
Momentalnie Marcello znów był w pełnej okazałości Upadłym Aniołem.
- Teraz ty spróbuj.
- Nigdy mi się nie uda! - krzyknęłam zrozpaczona po kilku nie udanych próbach.
- Widać trzeba cię zmotywować. Postaraj się bardziej albo wszystkim powiem o twoim i Rispiego małym sekreciku. Bardzo mu to zaszkodzi!
Tego było już zbyt dużo. Naprawdę tego chciałam, musiałam to zrobić dla siebie i
brata. Musiałam! Nagle poczułam okropny ból w okolicy pleców. Każdy rozrywany mięsień, staw i skórę. Wrzeszczałam i płakałam, ale to nic nie dawało. Trwało to może kilka minut, ale za to najgorszych w moim życiu. W końcu poczułam, że ta męczarnia się skończyła i mogłam wreszcie odetchnąć z ulgą. Choć nie widziałam jeszcze wyraźnie przez ścianę łez, to dostrzegłam zadowolenie, a nawet radość malującą się na twarzy mojego nauczyciela.
- Brawo, kochanie! A teraz lot.
- Że co?! Jestem wykończona... - oburzyłam się i rzuciłam okiem na moje nowe, piękne skrzydła. Rzeczywiście były niesamowite, wielkie i czarne jak smoła, ale równocześnie lekkie i miłe w dotyku.
- Trudno i tak mieliśmy zacząć trzy godziny wcześniej.
- Ale...
- Lekcja trzecia. Nie odzywaj się nie pytana. Lekcja czwarta. Po prostu zamachaj tymi skrzydełkami i staraj się ustabilizować lot.
- I tyle?
- Tak. Resztę już umiesz choć sama tego nie wiesz, słońce. Mamy to w naturze.
- Jasne... - powiedziałam niepewnie i bardzo powoli próbowałam wznieś się do góry.
- Otwórz oczy, skarbie, bo nie da się tego robić z zamkniętymi.
Kiedy uczyniłam, co mi kazał, przeraziłam się. Byłam kilkanaście metrów na ziemią! Co prawda widok był piękny, ale nie zwracałam na niego uwagi. Jednak im dłużej byłam tam na górze, tym mniej się bałam. W końcu strach na dobre mnie opuścił.
- Marcello? Gdzie jesteś?!
- Tutaj, słoneczko. Już nie musisz się o mnie martwić - drwił.
- Wcale tak nie było! - zezłościłam się.
- Oczywiście... Dobra, leć za mną. Wracamy do domu - dodał. - Na obiad. I nie zgub się, złotko!
- Postaram się...
Nigdy nie sądziłam, że tak to pokocham, że w ogóle to zrobię. Wiatr delikatnie rozwiewał moje włosy, a ja próbowałam złapać kawałek chmury i śmiałam się z całego serca. Śmiałam się szczerze pierwszy raz od dawna. Czułam się wolna.
Wylądowaliśmy tuż przed drzwiami frontowymi. Z pozbyciem się skrzydeł było o niebo łatwiej niż z wykszkałceniem ich, ale mimo wszystko bolało strasznie.
- Czy to zawsze jest takie okropne?
- Tak - dobił mnie Marcello.
- Dzięki za pocieszenie - warknęłam. - Tak poza tym, to całkiem dobry pomysł na ułatwienie mi tego wszystkiego - dodałam spokojniejszym głosem.
- To był sposób mojego starego Przewodnika, kochanie - powiedział, gdy weszliśmy już do środka. - Ja chciałem cię zrzucić z dachu i zobaczyć, czy przeżyjesz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I rozdział ósmy za nami. :-) Zabieram się do dalszego pisania. Pozdrawiam, Alexandra.
Super! Super! SUUUUUUPER!
OdpowiedzUsuńSkomentuję tu kilka rozdziałów, które ostatnio przeczytałam. Bardzo się cieszę, że tak szybko się pojawiają.
Marcello lubię z każdym rozdziałem coraz bardziej. Jest świetny, genialny, kocham go!
Wielkie zaskoczenie (jeszcze z poprzednich rozdziałów): Rispie to jej brat?! Wow, niesamowite. Czyli chyba jednak nie będą kiedyś razem... Może to dobrze, bo z doświadczenia wiem, że ci źli nagle robią się dużo lepsi, gdy się zakochują i to jest straszne!
Żałuję tylko, że nie było w tym rozdziale Rispiego :( Może w następnym :) Czekam.
I bardzo podoba mi się świat, w którym się znaleźli. Z każdym rozdziałem coraz ciekawiej :)
Pozdrawiam i czekam na więcej, wilk :)
P.S. U mnie już nowa notka. Zapraszam:
http://w-blaskuksiezyca.blog.pl
Nie martw się, Rispie to ważna postać i będzie bardzo często się pojawiać. :-) Zaraz lecę czytać Twój nowy rozdział. :-) Pozdrawiam, Alexandra.
UsuńOh, jakże cudownie byłoby przeczytać o tym jak Marcello zrzuca ją z dachu :D
OdpowiedzUsuńI kocham ten fakt, że boli za każdym razem. Wydanie Marcello jako chłopaka ze skłonnościami psychopatycznymi bardzo przypadł mi do gustu.
W sumie nie mam żadnych zastrzeżeń co do reszty tekstu, bardzo mi się podobało i wszystko wyszło tak gładko, tylko mam takie lekkie wrażenie, że trochę za szybko się wszystko potoczyło, chociaż to może dlatego, że Marcello chciał od razu rzucić ją na głęboką wodę.
W mojej głowie utworzył się takie miłe wyobrażenie Marcellego, który zwija się z bólu za pierwszym razem, kiedy rozwija skrzydła. Chociaż z drugiej strony to pewnie wyjdzie, że Marcello to tylko mały szmatławiec i za każdym kolejnym razem te skrzydła mniej bolą ;)
Anyway, bardzo mi się podobało i czekam na następny rozdział. Chodziłam tak sobie uroczo cały dzień czekając na nowy rozdział, a jak wróciłam do domu i zobaczyłam, że jest to miałam jeszcze angielski z moją kochaną Nicolą
Weny, weny, weny, skarbie :*
Marcello ma skłonności psychopatyczne i to niemałe. :-D Nie zrzucił teraz Luci z dachu, ale dopiero zaczynają wspólne lekcje i jeszcze wiele może się wydarzyć. :-) Pozdrawiam, Alexandra.
UsuńNo ja mam nadzieję, zawsze mogę się z nim utożsamiać, bo podobnie jak Death Note budzi mojego wewnętrznego psychopatę z popołudniowej drzemki :D
OdpowiedzUsuńCzekam też, aż w Luci obudzą się jakieś słodkie uczucia do kogoś zaskakującego, chyba że masz ochotę zrzucić nowe zadanie na barki naszego kochanego, wszystko wiedzącego i nieustraszonego Marcello
Zaskocz mnie! Nie mam nic przeciwko zrzucaniu ludzi z dachów!
Wiesz bardzo na co, a raczej na kogo czekam i przytupuję z niecierpliwością :D
Weny, weny, weny i czekam, czekam, czekam (taka urocza tortura)
Wiem na kogo czekasz, ale musisz jeszcze trochę pobyć cierpliwa. :) Nie wiem, czy Marcello zrzuci kogoś z dachu, ale wszystko możliwe. :D Na pewno nie będzie stał cicho z boku.
UsuńMam nadzieję :D
UsuńTylko nie ograniczaj się do zrzucania z dachu. Wysil wyobraźnię i obudź w sobie psychopatę!
Weny! (Lucyfer aka Francis czeka!)
Nie muszę budzić psychopaty, bo już dawno nie śpi. XD
UsuńI tak trzymać! Ah, przeczytałam sobie kilka fanfików z Hetalii i teraz mam ochotę tarzać się z niecierpliwości podłodze w oczekiwaniu na Lucyfera ;-;
UsuńNie słuchaj mnie, dziewczynki, która pomyliła imiona swoich znajomych, o których chciała pisać fanfika (jest progress, wiem, że to Jędrzej x Olek :D). Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie mi ogarnąć ich kolor oczu... No dobra, włączyłam bełkot i na dziś/wczoraj dość pisania komentarzy xd