poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 6

        Dostrzegłam go zaraz po otworzeniu się drzwi.

- C-co? - wyszeptałam ze łzami.


        Stałam jak skamieniała i gapiłam się na niego od dłuższej chwili. Widziałam, że rozbawienie na twarzy Marcello ustępuje miejsca zaniepokojeniu, a reszta tu zebranych przyglądała mi się z zaciekawieniem, ale on stał z tą samą niewzruszoną miną. Wiedziałam, że robię z siebie idiotkę, lecz nie obchodziło mnie to. Muszę z nim porozmawiać na osobności.

- Chodź, pokażę ci twój nowy pokój - powiedział głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji.

         Dopiero, gdy oddaliliśmy się od nich, odważyłam się odezwać.

- Co ty tu robisz? - spytałam łamiącym się głosem.

- Dowodzę nimi. Nie widać?

         Zatrzymałam się, ale on nie zwrócił na mnie uwagi.

- Krispin! - krzyknęłam najgłośniej, jak potrafiłam. Nawet nie mrugnęłam, gdy on stał już obok i zasłaniał mi usta ręką.

- Cicho! - wysyczał. - Nikt nie może wiedzieć, że mnie znasz, a co dopiero, że jesteś moją siostrą! Jasne?!

- T-tak - pisnęłam.

- Chodź za mną.

          Przyjrzałam mu się. Trudno mi uwierzyć, że ma dwadzieścia lat. Wysoki, z metr osiemdziesiąt pięć, szczupły, ale wyspotrowany - praktycznie taki sam, jak kiedyś, ale coś się zmieniło. Niegdyś ciepłe, czekoladowe oczy stały się czarne i zimne, jak lód, karnacja - biała, jak papier, a hebanową czuprynę zastąpiły włosy w kolorze czystego obsydianu, które niedbale spadały na czoło, rzucając cień na twarz o dosyć mocno wyostrzonych rysach, co dodawało mu tajemniczości. Przypomniałam sobie, że Marcello posiada podobne cechy, ale na początku myślałam, że taki się już urodził. To chyba jednak wspólna cecha Mrocznych Aniołów. Aż boję się spojrzeć w lustro. Czy też taka będę? Nie mogłam się dłużej zastanawiać, bo już i tak zostałam daleko w tyle.

- Krispin, zaczekaj!

- Mów mi Rispie - powiedział gniewnie.

- Rispie, zaczekaj!

- Co chcesz? - westchnął ciężko.

- Czemu karzesz mówić do siebie: ,, Rispie "?

- Nazwał mnie tak mój Przewodnik.

- Prze-przewodnik? - spytałam zdziwiona. Nigdy nie słyszałam takiego terminu.

- No... Na przykład twoim Przewodnikiem jest Marcello, bo to on przeprowadził cię do naszego świata. Zwykle jest ich dwóch, a tego drugiego przydziela się już na miejscu. To oni cię szkolą i wprowadzają do tego wszystkiego - wytłumaczył mi oschle.

- A kto będzie moim drugim Przewodnikiem?

- Dowiesz się przy wieczerzy. Oto twój pokój - wskazał drzwi naprzeciwko. - Łazienka jest po lewej. O dziewiętnastej ktoś po ciebie przyjdzie.

- Dobrze, ale... - zaczęłam, lecz go już nie było.

               Pomieszczenie nie było duże ani mocno umeblowane. Czerwone ściany ze złotymi zdobieniami, drewniana podłoga, szerokie, masywne łóżko po prawej, ogromna, ciężka szafa naprzeciw niego. Dodatkowo stare biurko na wprost mnie, pod wysokim oknem i staromodny fotel w lewym kącie. I tyle. Łazienka tak samo. Białe kafelki, wanna, sedes i umywalka.

               Dopiero teraz dostrzegłam wysokie lustro stojące, jak gdyby nigdy nic obok szafy. Powoli, jakby bojąc się, że spłoszy się, niczym jakieś zwierzę, podeszłam. Kiedy wreszcie to zrobiłam, nie byłam pewna, czy osoba, która przeglądała się w gładkiej tafli lustra, to nadal ja. Gęste, hebanowe loki zmieniły się w kruczoczarne fale opadające na plecy, a tęczówki zmieniły barwę na czarne... Nie, na fiołkowe. A myślałam, że wszyscy mają taki sam kolor oczu. Ubrania miałam poparte, więc szybko zajrzałam do szafy. Same żałobne kolory. W końcu zdecydowałam się na ciemne rurki, fioletową koszulę z krótkim rękawem i ciemne buty na niewielkim obcasie. Całkiem znośnie.

- Miałam po ciebie przyjść - powiedziała niska azjatka z szerokim uśmiechem.

- Już idę.

- Nazywam się Kimiko - przedstawiła się. - Ciężko w to wszystko uwierzyć, co nie?

- Tak. Musiałam się nieźle wygłupić, tam na dole - starałam się być miła. Jeżeli mam tu spędzić resztę moich dni, to muszę znaleźć sobie przyjaciółkę. - Tak w ogóle to mam na imię Lucia.

- Nie było najgorzej. Mnie mój Przewodnik musiał wnieść, bo odmówiłam dalszej wędrówki. Byłam pewna, że nie będę miała po tym życia, ale nikt mnie z tego powodu nie dręczył. Widać każdy tak ma - wyruszyła ramionami.

- Kimiko?

- Tak?

- Kto był twoim Przewodnikiem?

- Agnès i Arthur. Poznasz ich jeszcze - odparła i dodała wesoło. - Już jesteśmy w jadalni! Chcesz usiąść obok mnie?

- Będzie mi bardzo miło - odparłam z uśmiechem.

                  Cała sala prezentowała się niewykle okazale. Długi stół zastawiony był salaterkami, tacami, półmiskami z jedzeniem, wysokimi dzbanami z najróżniejszymi napojami. Już prawie każde z kilkunastu ozdobnych krzeseł było zajęte. Brakowało tylko mnie, Kimiko, Marcello i Rispiego. Hałas był niesamowity, bo wszyscy ze sobą rozmawiali i krzyczeli.

                  Dopiero, gdy wydawało się, że wszyscy już są, zrobiło się cicho. W spokoju i skupieniu zjedliśmy posiłek i wtedy odezwał się Rispie:

- Jak każdy zdążył zauważyć, doszła do nas nowa siostra - Lucia.

                  Kilkanaście par oczu przeszywało mnie na wskroś.

- Jej pierwszym Przewodnikiem jest Marce... Gdzie on jest?! - widać chłopak po raz kolejny tak zrobił. - Rosalie, idź po niego.

                   Pięć minut później oboje już byli. Sądząc po ich minach, Marcello nie tak łatwo dał się tu zaciągnąć.

- Gdzieś się szwędał?! - Rispie był wściekły. - Przecież dobrze wiedziałeś, że jesteś jej Przewodnikiem.

- A muszę? - jęknął żałośnie, co mnie dogłębnie uraziło.

- Tak! - warknął starszy chłopak. - Siadaj na miejsce i już się nie odzywaj.

- Jasne...

- Na czym skończyłem? A, tak! Więc pierwszym Przewodnikiem Luci jest Marcello, a drugim będę ja - pomruki niedowierzania rozeszły się po całej jadalni. - Chyba nie muszę tłumaczyć czemu - znacząco spojrzał na Marcellego.

- Ale masz farta! - szepnęła mi na ucho Kimiko.

- Ogromnego - powiedziałam sakrastycznie.

- Marcello! Zaprowadź swoją podopieczną do pokoju.

                      Chłopak zaczął bardzo powoli wstawać, jakby sprawiało mu to wielki ból. Ból. Odruchowo spojrzałam na rękę. Rany nie było! Zagoiła się, ale jak?! To niemożliwe, żeby tak nagle zniknęła. W sumie ostatnio zdarzyło się wiele dziwniejszych rzeczy, a mnie przeraża to. Absurd... Nie zauważyłam, kiedy Marcello do mnie podszedł. Bez słowa, jedynie ruchem ręki nakał mi iść za sobą.

                       Już trochę szliśmy w milczeniu, gdy wreszcie nie wytrzymałam.

- Jesteś aż tak załamany, że musisz mnie niańczyć? - spytałam ze złością, ale zauważyłam, że też ze smutkiem.

- Załamany to może nie, ale niezadowolony, kochanie, to tak.

- ldiota.

- Marcello, skarbie, nie idiota.

- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.

- To już twój pokój, słońce. Dobrej nocy życzę - powiedział i zniknął w ciemnych odmętach nocy.

- Pa.

                          Zaraz po wejściu do pomieszczenia, chciałam rzucić się na łóżko, ale nie zrobiłam tego, bo coś przykuło moją uwagę. Coś leżało na narzucie, podeszłam bliżej. Srebrny długopis z czarnym tuszem.


                                                   ~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Tak, jak obiecałam, jest nowy rozdział. :-) Przez ten tydzień postaram się codziennie dodawać notki. Nie dodawała nic przez ponad tydzień i teraz chce się zrekompensować. Taka już jestem, nic nie poradzę. :-) Pozdrawiam cieplutko, Alexandra.

9 komentarzy:

  1. Rispieeeeee! Kocham go mimo, że jest typowym złym charakterem, za to że jest oschły etc, etc. Pewnie ma jeszcze dużo do zaoferowania. I niezły element zaskoczenia z tym, że jest jej bratem, brawo!
    Szczerze powiedziawszy nie szukałam błędów, ale mam jedną radę co do opisów. Możesz pokazywać świat powoli. Nie pisz od razu, że Lucia ubrała to i to, tylko na przykład, że wygładziła nerwowo fioletową koszulę lub przyjrzała skórzanym butom. Co do pomieszczeń, to możesz pokazać to bardziej obrazowo, namacalnie. Dotknęła ciemnego drewna, usiadła na karminowej narzucie i pogładziła z roztargnieniem miękki materiał. Dialogi są, i za to cię kocham <3 Uwielbiam podejście Marcello i to, że Lucia nie jest Mary Sue!
    Gdybyś wiedziała jak się cieszyłam, że w opowiadaniu jest wspomniana Agnès! Już się nie mogę doczekać, żeby ja poznać! Taka excited xd
    Mam już ochotę na następny rozdział, awww! (miałknięcie Sherlocka :D)
    Weny, weny, weny
    Pozdrawiam
    Ps. Jeśli pojawią się moi drodzy Książęta Piekła to będę skakać po pentagramie! Ale jeśli nie ma miejsca w akcji to wspomnij o nich w jakiś plotkach czy coś, pliss! Lycyfer x Asmodeusz <3 (wiem, jestem okropna xd)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się zastosować do Twoich rad. :-) Nie martw się, Twoi ukochani Książęta Piekła jeszcze się pojawią, ale powoli. Lucia dopiero, co trafiła do tego świata. :-) Co do Agnès. Za niedługo się pojawi i będzie jedną z ważniejszych postaci. :-D Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ale jeśli masz wrażenie, że robisz coś na siłę to pisz własnym stylem, nie obrażę się, chociaż chcę tylko dobrze :)
    Polecam Spisek Pisarzy.pl, mają tam naprawdę dużo dobrych rad, jeśli chodzi o pisanie i jest pisane przez pisarzy dla pisarzy, więc podwójny plusy
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;-; (Rispie fandom xd)
    - I'm boooooooored, AleXandra! (ja mały fangirl Sherlocka i zbyt wielu innych rzeczy xd)
    Czekam, czekam, czekam na depresyjnego Lucyfera! Widzę, że masz zamiar zatruwać mnie powoli :D
    Weny, weny, weny
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie zajrzę na Spisek Pisarzy.pl. Kiedy pisałam ten rozdział po prostu chciałam szybko dodać notkę, ale teraz postaram się zrobić trochę opisów w takim stylu. Lucyfer będzie, ale na razie rzadko, potem cześciej. Zabieram się do pisania. To musi wyglądać cudownie, cały dzień wpatrująca się w ekran i pisząca nie wiadomo co Alexandra. XD Pozdrawiam.

      Usuń
    2. A jak myślisz, że wygląda moje życie? Od 16 do 24/1 siedzę w połowie na łóżku, w połowie na krześle z laptopem na kolanach i piszę. Mam całą kolekcję kubków ustawionych na wyciągniecie ręki od mojego 'stanowiska pracy' i żywię się jabłkami i cherry coke ;-;
      I tak nikt nie pobije mojego 'niewiadomoco'. Jestem okropna i piszę (a raczej próbuję się zabrać do pisania) fanfika o moich dwóch kolegach z klasy Jędrzej x Kuba, zawsze spoko, prawda? (dawno porzuciłam moralia i wyczucie smaku xd)
      Mam nadzieję na Lucyfera, moje kochane Upadłe Aniołki (mój fetysz - Lycyfer. Jest. Blondynem. Koniec kropka.)
      Czekam i idę pisać fanfika, którego później będę żałować, ale trudno xd
      Weny
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    3. Jak masz jakiś pomysł na wygląd Lucyfera, to pisz śmiało. :-) Może wykorzystam. :-D Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Jakżebym mogła nie mieć?, nawet w sekrecie powiem, że około trzeciej w nocy czasami odbywają się narady (czarownice i Książęta Piekła). I muszę powiedzieć, że Lucyfer, jak na anioła przystało, ma miękkie falowane włosy w jasnym odcieniu blondu, jasną skórę i niebieskie oczy (o zgrozo, z wyglądu przypomina Francisa [Francję] z Hetalii, wygoogluj sobie). Co do charakteru, to ogółem jest bardzo depresyjny, nie do końca wiadomo dlaczego, ale miewa napady złości i wtedy zachowuje się jak na Upadłego Anioła przystało. Po prostu nie można go nie uwielbiać ;)
    Weny,
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się. :-) Wykorzystam. :-D

      Usuń
    2. Bardzo mi miło :)
      Tylko teraz przeraża mnie świadomość, że Lucyfer wygląda jak Francis... Bo Francis to Francis i tylko ktoś kto przeczytał tyle fanfików z Hetalii co ja może to zrozumieć, dlaczego mój Upadły Aniołek nie jest taki jak Francis...
      Dobrze, lepiej nie włączać trybu fangirlowania... Zaraz zacznę się dusić ze szczęścia i płakać tęczą bełkocząc coś o eyelinerze...
      Zbyt dużo fandomu wszystkiego w moim życiu. Czysta duszyczko, nie czytaj fanfików. One niszczą psychikę...
      Dziękuję za przeczytanie tego, co napisałam w początkach trybu fangirl... tylko dziecko fandomu zrozumie ;-;
      Weny c;

      Usuń