Rano zajrzałam do starego pokoju Krispina, ale Marcellego tam nie było. Zniknął bez pożegnania, wymknął się jak złodziej. A może wszystkie te wczorajsze wydarzenia to tylko sen, chory wymysł wyczerpanego bezsennością umysłu? Nie wiem, ale obawiam się, że zaczynam wariować. Mam nadzieję, że nie będę musiała korzystać z pomocy specjalisty. Już i tak mam dużo na głowie.
Lekcje mijały powoli i spokojnie. Jedyne, co cały czas mnie zastanawiało, to to, gdzie podziewa się Marcello. Nie przyszedł na pierwsze zajęcia, na drugie, trzecie, czwarte też nie. Oby Rispie nic złego mu nie zrobił. Boję się, boję się o osobę, która prawie mnie nie zabiła. Cudownie.
Spacerowałam przed szkołą, gdy jakaś mroczna postać przebiegła kilka metrów dalej. Bez chwili zbędnej zwłoki rzuciłam się do pościgu za nią, gdyż bardzo dobrze wiedziałam, że to on. Wreszcie dogoniłam go przy starej fontannie. Całe szczęście, że dobra ze mnie biegaczka.
- Zaczekaj! - zawołałam. - Czekaj!
- Czego chcesz, kochanie? - spytał z nutą kpiny w głosie.
- Dlaczego rano uciekłeś?
- Bo miałem ochotę.
- O co ci chodzi? Czemu jesteś taki chamski? - nie wytrzymałam.
- Skarbie, ty naprawdę myślałaś, że to co wczoraj mówiłem było prawdą? - odparł z politowaniem.
- N-no... Tak.
- Jakaś ty naiwna... A sądziłem, że choć pod tym względem nie jesteś taka jak wszystkie te piszczące i trajkoczące dziewczyny. No cóż, czasem się mylę.
- Idiota! Zostaw mnie w spokoju! Nie chce mieć z tobą nic wspólnego - krzyczałam i rzuciłam w niego tym jego durnym długopisem.
- Do zobaczenia, słońce!
Pędziłam, ile sił w nogach przez dłuższy czas. Dopiero, gdy budynek szkoły, nauczyciele i Marcello zostali w tyle, zatrzymałam się. Z trudem oddychałam, więc z wielką ulgą oparłam się o najbliższe drzewo. Była to stara lipa, która rosła tu już od wielu pokoleń.
Dygotałam z wściekłości. Jak on mógł mnie tak perfidnie okłamać?! A ja głupia mu zaufałam. Czułam się jak kompletna idiotka.
Wtedy usłyszałam dzwonek i mimo wszystko wróciłam do szkoły.
- A panienka to, gdzie się wybierała? - spytał się pan Valachi - woźny.
- J-ja... Nigdzie.
- Oczywiście. Idziesz ze mną.
- Coś się stało? - wtrąciła się fizyczka - pani Paoli.
- Panna Lucia di Costanzi wybiegła poza teren szkoły.
- Musiała mieć ważny powód, wypuść ją - woźny niechętnie na to przystał.
- Ale to już ostatni raz, kiedy ci odpuszczam, jasne?
- Tak, pani profesor - ochoczo przytaknęłam i żwawym krokiem ruszyłam ku klasie.
Był późny wieczór, kiedy rana zaczęła mnie palić żywym ogniem. Nie wiedziałam co się dzieje, zmiana opatrunku nic nie dała. Bałam się okropnie, płakałam, ale nie powiedziałam o tym ojcu, nie chciałam, żeby się martwił, to mój i tylko mój problem. Mimo wszystko bardzo bym chciała, żeby Marcello tu teraz był. Może by mi pomógł.
Mijały godziny, a nie było żadnej poprawy, jeszcze chwila, a zemdleję.
Wtedy, gdy byłam na skraju załamania, pojawił Marcello.
- Co się dzieje? - spytałam z trudem.
- Zaczyna się. Zaraz spotkasz swoją nową rodzinę.
- Nie! Nie chcę nigdzie z tobą iść, niech po prostu przestanie tak boleć.
- Nie dramatyzuj, skarbie... Ręka ci nie odpadnie - subtelny to on nie jest.
- Jesteś okropny, masz to wszystko odkręcić, bo jak nie to...
- To co? Nakarmisz mnie tofu, słońce? O nie! Drżę ze strachu - kpił ze mnie w żywe oczy.
- Kiedyś znajdę sposób i się zemszczę, będziesz cierpiał, błagał o pomoc tak, jak ja teraz. Zobaczysz, co czuję - łzy złości i bólu spływały mimowolnie z mych policzków.
- Doskonale wiem, jak to jest, złotko. Na świecie są o wiele gorsze rzeczy niż to... I ja je wszystkie znam - wycedził przez zaciśnięte ze wściekłości zęby.
Nagle zrobiło mi się słabo i cały pokój zaczął się rozmywać. Kolorowe plamki latały mi przed oczami, a nogi były jak z waty. Niewiele myśląc, oparłam się o ramię chłopaka i ze wszelkich sił starałam się złapać równowagę. Wiedziałam, że walczy ze sobą, żeby mnie nie strącić i nie porzucić na pastwę bezwzględnego losu. Mimo tego, co powiedziałam, nie chciałam, żeby mnie zostawił, nie teraz.
Cały świat zrobił się czarny, nie było kolorów, słońca, tylko ciemność i to okropne uczucie spadania. Tak, spadałam w niekończącą się przepaść, bez dna i jakiejkolwiek szansy na ratunek. Jednak myliłam się, upadek zastąpił i wycisnął całe powietrze z moich płuc. Reszty nie pamiętam.
Obudziło mnie równomierne opadanie i unoszenie się. Kiedy z ogromnym trudem otworzyłam oczy, okazało się, że to Marcello niesie mnie na rękach.
- C-co się stało? - wyjąkałam.
- Trafiłaś do naszej krainy - powiedział to takim tonem, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Czyli?
- Do miejsca zamieszkania Mrocznych Aniołów. Pasuje? - byłam wstrząsnięta.
- Oczywiście, że nie! Jak to Mrocznych Aniołów?!
- Inaczej Upadłych Aniołów - westchnął ciężko.
- Dużo mi to mówi. Czyli jesteś Jakimś Tam Cosiem?
- Mro... Nieważne. Tak, jestem i ty też.
- Co? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Potem ci powiem. Dasz radę sama iść, kochanie? - spytał ze słabo udawaną troską.
- Yhm - ostrożnie zeszłam z jego ramion i pewnie bym upadła twarzą w błoto, gdyby nie złapał mnie w ostatniej chwili.
Bez słowa podał mi gruby kij, który miał mi służyć jako zamiennik laski. Teraz przynajmniej mogłam podziwiać w spokoju przyrodę. Całkiem tu ładnie. Gęsta, niczym nie skażona puszcza i błękitne niebo. Wysokie drzewa pnące się ku górze i małe krzaczki leszczyny, gdzieniegdzie przemykające jaszczurki i leśne ptaki. Nie tak wyobrażam sobie norę krwiożerczych potworów.
- E, słońce!
- Tak?
- Głowa do góry, a zobaczysz swój nowy dom.
- J-jej... - wyszeptałam.
- Nie podziwiaj zbyt długo, Rispie to niecierpliwy chłopak.
Przede mną otwierał się zapierający dech w piersiach widok. Ogromny zamek z czerwonej cegły, co najmniej cztery piętra i osiem szpiczastych wieżyczek. Na dodatek przepięknie kwitnące i zadbane ogrody kwiatowe otaczały go ze wszystkich stron. Niesamowite.
Dopiero teraz dostrzegłam, że Marcello jest już przy frontowych drzwiach. Szybko wyrzuciłam mój kij i lekko kulejąc podbiegłam do mojego ,, przewodnika ".
- Już jesteś, skarbie? Myślałem, że będziesz dużej tam stać z rozdziawioną buzią - kpił sobie.
- A jednak jestem - odparłam.
- W takim razie, proszę wejść, kochanie.
Dostrzegłam go zaraz po otworzeniu się drzwi.
- C-co? - wyszeptałam ze łzami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, przerwę w tym momencie. Ale następny rozdział dodam jutro lub pojutrze. Wiem, że długo nie było notki, ale ostatni tydzień przed feriami i w szkole chcieli jeszcze nadrobić zaległości, a jak już miałam czas, to internetu brak. XD Ale teraz mam ferie i notki będą częstsze, przynajmniej przez pierwszy tydzień, bo w drugim mnie nie ma. Pozdrawiam Alexandra. :)
Oficjalnie otwieram fanklub Rispiego!
OdpowiedzUsuńMarcello w tym wydaniu jest świetny i uwielbiam jego urocze zwroty do Luci.
Już jestem ciekawa, co wydarzy się dalej i trzymam cię za słowo, że za niedługo dodasz notkę!
A tak na marginesie, oprócz tego słodzenia, to powiem, że jest idealnie dużo opisów i dialogów. Uwielbiam. Nie mam czego krytykować. Tylko uważaj, żeby nie przesadzić z Marcello w drugą stronę. Wiem, że jestem okropna i ciągle zmieniam zdanie, ale myślę, że chłopak musi osiągnąć złoty środek ;)
Mam jeszcze cichą nadzieję na jakiś wątek 'romantyczny'. Specjalnie dla mnie możesz zszipować Lucyfera (o ile się pojawi, pamiętaj, że kocham jego smutne wydanie) z Asmodeuszem <3
Takie moje małe życzenie (tak wiem, jestem okropna, ale kocham Upadłe Anioły)
Jeśli nie będzie drobiazgowego opisu Rispiego to strzelę focha! I nie żartuję, moje fochy są okropne, takie z przytupem i melodyjką xd
Weny, skarbie,
Pozdrawiam
Ps. Mam nadzieję, że wiesz, że żartuję, nic na siłę ;) [jestem złą dziewczynką, która każe innym szipować Książąt Piekła :D]
Szczerze, to nie myślałam o takim rozwiązaniu. Na samym początku nie byłam pewna, czy umieszczać w swoim opowiadaniu Lucyfera i tym podobnych, ale teraz chyba to zrobię. Ale to dopiero później. :-) Oczywiście, że postaram się drobiazgowo opisać Rispiego. Sądzę, że jego tożsamość będzie dużym zaskoczeniem. Dobra, zabieram się za pisanie. :-) Pozdrawiam
UsuńPokładam w tobie nadzieje! Idę czytać szósty rozdział.
UsuńNaprawdę nie mogę się doczekać, chociaż już jest kolejna część! Czuję się jak nerd z własnym fanklubem, w którym jestem tylko ja ;-;
Anyway,
Weny, dużo weny,
Pozdrawiam i lecę czytać (nowa miotła)
Mogę dołączyć do fanklubu Rispiego?! <3
UsuńZapraszam, członków nigdy nie za wiele!
UsuńOgłaszam oficjalnie trzech członków!
Umc, umc, umc, impreza, co nie :D
RISPIE NAJLEPSZY!!! <3 <3 <3
UsuńBardzo się cieszę, że wchodzę tu i widzę tyle nowych rozdziałów! Rzeczywiście dawno nic nie było, ale rozumiem. W szkole miałam tak samo tuż przed feriami. A jeśli można zapytać (nie obrażę się jeśli nie odpowiesz) jakie jesteś miasto (albo chociaż województwo), że masz teraz ferie?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, wilk :)
Mieszkam w województwie lubuskim, w małej wsi, około 50 km od Zielonej Góry. :-) Pozdrawiam.
Usuń:( Już myślałam, że może wielkopolska :(
OdpowiedzUsuńTo nie tak daleko, a poza tym mam kuzyna, który mieszka w wielkopolsce.:)
Usuń