Rano obudziłam się w wyjątkowo dobrym humorze. Szybko wyskoczyłam z łóżka i już chciałam pakować plecak do szkoły, gdy spostrzegłam, że go nie mam. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie jestem w domu. Jestem w miejscu, które nigdy nie będę w stanie nazwać domem. Zaraz pomyślałam o moich bliskich, których zostawiłam tam, w normalnym świecie. Martha i tata będą się bardzo o mnie martwić, oby wytrwali i dali sobie radę sami. Muszą zostawić duchy przeszłości w spokoju i żyć dalej, beze mnie i Krispina.
O dziewiątej przyszedł po mnie jakiś chłopak. Przedstawił się jako Luca i zaprowadził na śniadanie.
Nie zjadłam wiele, kromkę razowego chleba z białym serem. Większość zaoferowanych dań była z mięsem, a ja szczerze mówiąc, nie przepadałam za nim. Dopiero, gdy wszyscy zaspokoili już swój głód, Rispie zaczął przydzielać zadania.
- Luca, Jack i Lisa - patrolujecie zachodnią granicę, Amerigo, Elena i Veronica - wschonią, Arthur, Kimiko i Marcello - północną. Agnès!
- Tak?
- Pokażesz Luci okolicę.
- Oczywiście - odparła młoda dziewczyna i dodała z uśmiechem. - Chodź za mną.
Przyjrzałam jej się. Miała siedemnaście, może osiemnaście lat. Była osobą wysoką i szczupłą, wydawała się sympatyczna, ale też tajemnicza. Czarne, długie włosy miękko opadały na jej plecy i ramiona. Jej głos był ciepły i spokojny, Kimiko miała szczęście, że jej Przewodnikiem był ktoś taki. W porównaniu - Marcello otwarcie przyznał, że gdyby mógł, to by mnie nie nańczył. W końcu z westchnieniem wstałam i ruszyłam za Agnès.
- Masz jakieś pytania - to było raczej stwierdzenie niż pytanie.
- Tak. Dlaczego nie patrolujecie południowej granicy?
- Nie musimy.
- Czemu?
- To bardzo blisko piekła, tamtejsze demony się tym zajmują.
- Piekła?! - zdziwiłam się. - To ono istnieje?!
- No przecież, że tak. Lucyfer też.
- Diabeł?! Taki czerwony z rogami i kozią bródką?
- Oczywiście, że nie! To tylko ohydny stereotyp, on wygląda zupełnie inaczej.
- Jak? - spytałam zaciekawiona.
- Zobaczysz, jak za kilka dni odwiedzi nasz zamek. Zawsze tak robi, gdy pojawia się ktoś nowy - powiedziała to tak, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie, ale ja nie byłam już w stanie nic wykrztusić.
Że co?! Sam Lucyfer ma przybyć tutaj i to z mojego powodu?! Boję się, ale równocześnie jestem bardzo ciekawa. Jak naprawdę wygląda, jaki jest Książę Piekła? Czy ktoś z nim będzie i jeżeli tak, to kto? Tyle pytań, ale muszę być cierpliwa.
Agnès pokazała mi z grubsza cały teren. Piękne ogrody, stajnie, północną granicę i ten cudowny las, przez który szłam wczoraj z Marcellim. Nigdy nie przestanę się tym zachwycać, bo to jest po prostu zbyt niezwykłe. Jeśli mam tu żyć, to dobrze, że są takie
miejsca, jak to. Urocze, czyste i niewinne. Ludzkie.
- Lucia? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Agnès.
- Tak?
- Podoba ci się ten lasek?
- Niesamowicie - westchnęłam z rozmarzeniem.
- W takim razie biegnij za mną - powiedziała i już jej nie było.
Przedzieraliśmy się przez zarośnięte krzaki, gałęzie i kolce raniły naszą skórę, wplątywały się we włosy i rozrywały ubrania. Nie miałam pojęcia dokąd zmierzamy, ale postanowiłam zaufać dziewczynie. Obym się nie pomyliła...
Nagle Agnès zatrzymała się. Nie zauważyłam tego i prawie na nią wpadłam, ale w ostatniej chwili wyhamowałam. To, co ujrzałam wprawiło mnie w zachwyt. Delikatnie musnęłam ręką płaską taflę jeziorka, tym samym tworząc maleńkie fale. Przejrzałam się w krystalicznie czystej wodzie, niczym w lustrze. Zsunęłam ze stóp buty i cieszyłam się ciepłem piasku i śpiewem ptaków. Chwilę tak siedziałam, puszczając kaczki i bawiąc się mikroskopijnymi drobinkami piasku. W końcu wstałam i popatrzyłam się w niebo.
- To przepiękne miejsce - powiedziałam. - Dziękuję, że mi je pokazałaś.
- Nie ma za co. Chciałam żebyś miała jeden miły dzień zanim weźmiemy się za treningi - popatrzyłam na nią zdziwiona. - Dobrze słyszałaś. Co prawda to Rispie jest twoim drugim Przewodnikiem, ale przez to, że on jest naszym przywódcą i często nie ma czasu, to ja będę go wtedy zastępować.
- To dla mnie zaszczyt.
Szczerze to nawet się cieszyłam, że nie zawsze będę dostawała lanie tylko od Marcellego i brata. Brat - czy wolno mi go jeszcze tak nazywać? Oddalił się, on nie widział już we mnie siostry, tylko kolejnego Upadłego Anioła, którym musi się opiekować. Ale to ja mam na niego haka. Nie wiem, dlaczego tak bardzo nie chce, żeby ktokolwiek wiedział kim jestem, ale wykorzystam to. Nie teraz, ale kiedyś to zrobię. Jestem jego rodziną i musi się z tym liczyć. Musi.
- Ziemia do Luci!
- Co?
- Wracamy.
Droga powrotna była dużo prostsza, gdyż znałam już trasę. Mimo tego nie obeszło się bez jakichkolwiek szkód. Agnès zaraz po powrocie zaprowadziła mnie do mojego pierwszego Przewodnika.
- Wyglądasz okropnie, słońce - cóż za miłe powitanie.
- Mogłabym powiedzieć ci to samo - mruknęłam pod nosem, ale on i tak to usłyszał.
- Pamiętaj, skarbie, że to ja tu rządzę i ty musisz mnie słuchać, czy tego chcesz, czy nie - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Zrozumiałaś?
- Tak - westchnęłam.
- I nie obchodzi mnie, kochanie, że twoim bratem jest Rispie - dodał odchodząc.
- Skąd to wiesz?! - Krispin nie będzie zadowolony.
- Jak będziesz grzeczna, to kiedyś ci powiem - rzucił przez ramię. - Jutro punkt szósta przed zamkiem, zaczynamy treningi.
- O-oczywiście - byłam zbita z tropu.
Przez snem jeszcze długo o tym myślałam. Przecież Rispie mu o tym nie powiedział, nawet mu nie ufał, więc co dopiero mówić taki sekret. Nie mógł też podsłuchać naszej rozmowy, dobrze sprawdziliśmy, czy nie ma świadków. Więc jak?! Marcello naprawdę zaczyna mnie denerwować.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak jak obiecałam - nowa notka. Postaram się je dodawać codziennie, przynajmniej przez ten tydzień. Potem, gdy będzie już szkoła to tak, co 2-3 dni. Jeszcze jedna ważna sprawa. Specjalnie dla Was założyłam konto na gg, więc jeśli ktoś chce się czegoś więcej dowiedzieć lub coś w tym guście, to zapraszam. Proszę tylko wcześniej zawiadomić mnie o tym w komentarzach. Nr: 52981645. Pozdrawiam, Alexandra. :-D
Kolejny raz masz moje stuprocentowe szczęście. Z takim okropnie, jak na mnie, szerokim uśmiechem, co chwilę zatrzymywałam się żeby zaklaskać. Teraz mam taki przerażający uśmiech na ustach, z którym, podobno, wyglądam jakbym chciała kogoś zamordować, więc podwójne brawa dla ciebie.
OdpowiedzUsuńZaintrygował mnie wszystkowiedzący Marcello, ale dalej prowadzę fanklub Rispiego, już mam zamiar robić specjalne bransoletki (dwie! Magnus aprobuje xd)
Nie mogę się już doczekać Lucyfera ;-;
Nie mam żadnych uwag co do czegokolwiek i widzę jak za każdym wpisem jest coraz lepiej, ale mam nadzieję, że jak na razie Lucia przygotowuje się do wielkiego 'bum!' z akcją, więc jestem niecierpliwa :)
Chętnie bym z tobą popisała na GG, ale muszę najpierw nauczyć się z tego szataństwa korzystać :D
Więc posłodziłam trochę i czekam. Przepraszam, że dopiero teraz, ale tworzyłam sztukę na akcję charytatywną w mojej szkole i teraz mam ochotę tylko zwinąć się w kłębek i poczytać coś tak przyjemnego jak to co ty tworzysz.
Weny, weny, weny,
Pozdrawiam :*
Nie martw się, ja również nie umiem korzystać z gg. :D Rozdział ósmy już napisany i tylko czeka. :) Pozdrawiam.
UsuńTo czekam i ogarniam powoli GG (ściągam xd)
UsuńTyle szkoły, jestem wykończona i teraz marudzę ludziom w internetach ;-;
Ja też muszę zabrać się do pisania, bo chyba cztery godziny malowałam pieprzony obrazek i mam dość wszystkiego (nawet pisania fanfików o moich znajomych) :(
Ja mam teraz, co prawda ferie, ale to i tak nie przeszkadza nauczycielą męczyć nas w czasie wolnym. Zrobić projekt miasta, namalować obrazek, robić testy i co jeszcze? Takie życie...
Usuń* nauczycielom - mój głupi błąd. :-)
UsuńJa już oficjalnie odpadam. Pomińmy fakt, że prawie nie śpię i żywię się głównie jabłkami i kawą/cherry coke ;-;
OdpowiedzUsuńSpanie to marnowanie cennego czasu, który mogę wykorzystać na pisanie/czytanie/muzykę i mimo to, że śpię mało, to budzę się o piątej i cała się trzęsę od nadmiaru energii...