sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 17

       Obudziłam się na kamiennej podłodze. Cela była brudna, ciemna i ciasna. Nie wiedziałam, gdzie nas zabrali, ale byłam pewna, że jest to miejsce, do którego nie chce się trafić. Z mojej wizji pamiętam tylko urywki. Jakiś chłopak, czyjś krzyk i ogień. Tak, coś się paliło, wybuchł pożar.

       Wtedy spostrzegłam, że trzy z czterech ścian to kraty. Miałam przez nie widok do sąsiednich pomieszczeń. Nikogo tu nie było. Tylko ja. Zrezygnowana i załamana swoim losem, oparłam się o zimny mur i zasnęłam.

       Ze snu wyrwał mnie odgłos szarpaniny. Lekko uchyliłam powieki. Ujrzałam dwóch strażników próbujących wypchnąć Marcello do klatki obok. W końcu udało im się to. Zostawili nas samych.

- Gdzie byłeś? - szepnęłam, gdy tamci już wyszli.

- Gdy ty ucinałaś sobie drzemkę, mnie zaprowadzono na przesłuchanie, skarbie - odparł.

- Ja... Nieważne - machnęłam ręką. - Zwaliłeś wszystko na mnie?

- Oczywiście, że nie - oburzył się. - Ja chciałem dostać karę, kochanie.

- Co? - zdziwiłam się.

- No, bo to takie ekscytujące, słońce- powiedział.

- Uderzyli cię w głowę, tak?

- Chciałbym, złotko, chciałbym...

         Postanowiłam nie ciągnąć tematu. Skoro tak bardzo pragnął wyroku, to proszę. Nie będę mu w tym przeszkadzać. Po kilku godzinach przyszli wartownicy. Okazało się, że ułaskawiono nas, co spotkało się z wielkim zawodem Marcellego.

- To nie fair - syczał całą drogę na obiad.

        Gdy weszliśmy, oczy wszystkich były skierowane w naszą stronę. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Co prawda, powszechnie znana jest wersja, że to mój pierwszy Przewodnik mnie tam zaprowadził, a ja nic o tym nie wiedziałam, ale to kłamstwo. Najpierw sama tam poszłam.

         Usiadłam koło Agnès i Kimiko. Spojrzały się na mnie ze współczuciem i zrozumieniem. Udawanym. Rispie ,, poprosił " nas - mnie i Marcellego - abyśmy zostali na chwilę po skończeniu posiłku.

         Kiedy zostaliśmy sami, jego przyjazne nastawienie od razu zmieniło się w wściekłość, a może nawet w nienawiść.

- Co wam strzeliło do tych głupich łbów?! - wysapał.

- Wiele rzeczy, a o jaką ci dokładnie chodzi? - spytał się chłopak. On naprawdę nie może opowiedzieć normalnie?

- Jak ja ci powiem o co mi chodzi... - zezłościł się.

- Słucham?

- Mów! - krzyknął.

- To z ciekawości - wyszeptałam.

- A więc tak? To wszystko wyjaśnia - odpowiedział. - W takim razie teraz wy nie będziecie mieli u mnie życia, jasne? Też z ciekawości.

          Bałam się gniewu Rispiego. Wiedziałam, że dotrzyma słowa, że od teraz jesteśmy skończeni. Marcello się tym nie przejął, jak zawsze, ale ja? To mój brat i drugi Przewodnik!
Będzie mnie męczył na treningach i nie pozwoli nawet na chwilę przerwy. Wykończy mnie.


          Mój główny nauczyciel maszerował z uśmiechem na ustach. Cieszył się. Nie brał pod uwagę, że to może skończyć się dla niego okropnie. Nie obchodził go jego los, mógłby być o krok od śmierci, ale on dalej by się śmiał.

- Jak ty możesz taki być? - nie wytrzymałam.

- Jaki, kotku?

- No... Taki! - nie wiedziałam jak ubrać to w słowa.

- Ile mam lat, złotko? - zatrzymał się.

- Siedemnaście - zdziwił mnie tym pytaniem.

- Nie dokładnie - odparł. - Urodziłem się pod koniec XIX wieku, skarbie.

          Osłupiałam. Że niby kiedy?! Ponad sto wiosen?!

- Kłamiesz.

- Nie. Wtedy zabrano mnie tu - zaczął. - Życie biednego sieroty nie jest łatwe, słońce. Zwłaszcza w XIX-wiecznej Wenecji. Jedyne co wyniosłem z tamtego życia to to, że musisz sobie radzić, bo inaczej zginiesz, kochanie. I ja jakoś sobie radzę. Może w lekko nietypowy sposób, moja droga.

          Nie mogłam nic powiedzieć. Tyle rzeczy naraz. Czyli Upadłe Anioły mają nawet po kilkaset lat? Nie rozumiałam tego.

         Zamyśliłam się i nie zauważyłam osoby przede mną. Wpadłam na nią i dopiero wtedy zobaczyłem, kto to.

- Uważaj jak chodzisz - Książę Ciemności otrzepał płaszcz.

- O-oczywiście - wyjąkałam.

- Pozdrów go ode mnie - usłyszeliśmy głos Marcello.

          Pan Piekieł ze zdziwieniem spojrzał na chłopaka.

- Na razie oddaję i czekam na więcej, bo bardzo mnie wciągęło - powiedział Mroczny Anioł z kpiącym uśmieszkiem i rzucił do Lucyfera... Jego czarny notatnik.


                                              ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Trochę przeszłości Marcellego, trochę złości Rispiego. Wszystko co potrzeba! :D Pozdrawiam, Alexandra.

9 komentarzy:

  1. Oh, Marcello... (głos pani Hudson)
    Myślałam, że padnę jak przeczytałam o tym, że zwinął dziennik Lucyferowi :D
    Mały, masochistyczny Marcello i nietypowy sposób przetrwania... jakbym widziała siebie. Śmiech to najlepsza broń i lekarstwo, ale robi z ciebie psychiczną osobę xd
    Już czuję zaskoczoną minę Lucyfera, bo widzę przed oczami zaskoczonego Francisa :D
    Współczuję Luci, że ma takiego kochanego Marcellego, bo gdybym była na jej miejscu to też nie byłoby mi na rękę.
    Co do stylu, dialogów, etc, etc, to jest naprawdę fajnie, tylko wspomnij czasem o ich wyglądzie.
    Złość Rispiego jest pokarmem dla duszy, a jabłka dla ciała, więc jest wszystko co trzeba ;)
    Wenyx3, złości Rispiego, zdezorientowania Lucyfera i zdradzenia mi o było w pamiętniku xd
    Agnes :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. I gdzie te opisy, bo czekam?!

      Usuń
    2. Postaram się czasem wspomnieć coś o ich wyglądzie, po prostu czasem o tym zapominam ( o ironio - spójrz na tytuł XD ). Co do opisów. Powiedziałam, że dodam je do końca tygodnia, mam czas do jutra do północy. :D Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Ps. Na razie mało postaci będzie opisanych, bo inaczej zdradzę ciąg dalszy.

      Usuń
    4. Wiem, ja też zapominam o różnych rzeczach, ale akurat wygląd bohaterów to dla mnie podstawa. Ciągle wspominam o kolorze włosów, oczu, sylwetce etc, etc...
      Trzymam cię za słowo co do tej godziny duchów xd

      Usuń
    5. Wiem, w rozdziale, który dodam jutro starałam się pisać coś o wyglądzie. :) Te opisy mam dodać o północy, czy mogę wcześniej? :D

      Usuń
    6. Chyba pozwolę ci na drobne odstępstwo... (jestem chodzącą ironią) :D

      Usuń
    7. Jakaś ty łaskawa. :D Czyli rozumiem, że mogę dodać o 23.59?

      Usuń
    8. Mieści się to w granicach DROBNEGO odstępstwa, więc... chyba tak.

      Usuń