Duży zegar stojący w holu wybił właśnie dwunastą w nocy. Biegłam najszybciej, ale też najciszej jak mogłam. Spóźniłam się, niedobrze. Kiedy wreszcie dotarłam na miejsce, z trudem oddychałam. Rozejrzałam się w poszukiwaniu pewnej osoby. Nie było go, jak raz się z tego cieszyłam. Wtedy usłyszałam za sobą szmer. Zrezygnowana obróciłam się twarzą w kierunku dźwięku.
- Nie ładnie być niepunktualnym, skarbie - powiedział głos dochodzący z mroku.
- I kto to mówi.
- Ja - Marcello wynurzył się z cienia. - Chodź już, kochanie.
Wędrowaliśmy w milczeniu, każdy zajęty swoimi myślami. Byłam bardzo ciekawa, jakie tajemnice skrywa ten niepozorny korytarz. Na początku myślałam, że mogą tu być cele potępieńców, ale przypomniałam sobie, że są one w innych budynkach. Smród, który tu panował, przyprawiał mnie o mdłości. Okropne miejsce.
- Ciekawe, co tu żyje? - wydusiłam, gdy wreszcie przyzwyczaiłam się do zapachu tu panującego.
- Całkiem tu przyjemnie, złotko - wzruszył ramionami, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem. - Bywało się i mieszkało w gorszych okolicach.
- Naprawdę czasem cię nie rozumiem.
- Jak będziesz dobrą dziewczynką to kiedyś ci to wytłumaczę - odparł.
Nie wiedziałam o co chodzi Lucyferowi, że tak bardzo nie chce, żeby ktoś tu wchodził. Przecież tu nic nie ma. Nagle ogromny szczur przebiegł mi przed nogami. Krzyknęłam ze strachu i obrzydzenia. Gwałtownie zrobiłam krok do tyłu i mocno oparłam się plecami o kamienną ścianę. Coś zagrzytało i skrzypnęło. Mur zaczął się cofać, a maszyneria ustępować. Po chwili pojawiło się nowe przejście.
- Marcello?
- Widzę... - odpowiedział cicho. Widać nie tego się spodziewał.
Ruszyliśmy w głąb ukrytego korytarza. Tu było zupełnie inaczej niż tam. Pachniało tu czekoladą i woskiem, który zalegał na uchwytach świec. Podłogę zdobił elegancki, krwistoczerwony dywan. Aż żal chodzić po nim w brudnych butach. Palcami przyjechałam po chropowatej powierzchni ściany.
- Co to za miejsce? - spytałam z zachwytem.
- Nie wiem, ale zaraz się dowiemy, słońce - wskazał na solidne, prawie czarne wrota po prawej.
- Chcesz tam wejść?
- Oczywiście, skarbie - powoli otworzył drzwi i zajrzał do środka. - Pusto.
Weszliśmy po pokoju. Był dość skromne urządzony, przynajmniej w porównaniu do całego budynku. Dwuosobowe łóżko po środku, małe biurko, komoda i regał na książki - wszystko w kolorze czystego obsydianu. Marcello bez skrępowania zaczął grzebać po szafkach, a ja przysiadłam na brzegu aksamitnej narzuty i nerwowo spoglądałam raz po raz na chłopaka.
- Nie gap się na mnie tymi swoimi fiołkowymi ślepiami, kochanie - mruknął.
- Wypraszam sobie. Mam oczy, nie ślepia - oburzyłam się.
- Jak tam chcesz. Zobacz co znalazłem, kotku.
Spojrzałam na przedmiot, który trzymał w ręku. Czarny notatnik. I tyle.
- Co w tym ciekawego?
- Zobacz tu, złotko - wskazał na napis na pierwszej stronie. Ten zeszyt należał do... Lucyfera.
- Można wiedzieć, co wy tu robicie?! - usłyszeliśmy głos zimniejszy od stali.
Staliśmy po środku sali, w której jedliśmy wieczerze. Pan Piekieł wpatrywał się w nas ze złością, a towarzyszący mu Rispie - z pogardą.
- Czemu złamaliście zakaz i dotykaliście moich osobistych rzeczy? - spytał Książę Ciemności.
- Wybacz, panie, ale nie sądziłem, że piszesz pamiętniczki - szydził Marcello, a ja dalej milczałam.
- Nie pogrążaj się, śmieciu - Krispin powoli tracił nad sobą panowanie.
- Ujmę to inaczej. Kto był pomysłodawcą tego idiotycznego przedsięwzięcia?
- Ja - zgłosił się na ochotnika Upadły Anioł, który wcześniej nabijał się z samego Pana Piekieł.
- Mogłem się spodziewać. Wiesz, że grozi ci za to okrutna kara?
- Tak - powiedział chłopak i zaczął się szaleńczo śmiać. - I nie mogę się jej doczekać.
To nie jest normalny nastolatek, nawet jak na Mrocznego Anioła.
- Zabrać ich - rozkazał Lucyfer i dodał z lekkim rozczarowaniem. - Oboje.
Stałam nieruchomo i wpatrywałam się w przestrzeń. Nie dochodziły do mnie żadne dźwięki. Nagle po pomieszczenia wdarło się znane mi już oślepiająco białe światło, a ja poczułam, że tracę grunt pod nogami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I rozdział 16 skończony. :) Pisałam go późna, ale jest. :D Życzę Wam miłego weekendu. Pozdrawiam, Alexandra.
Nawet Lucyfer tak bardzo sie nie wkurzył... to niepokojące, ale aż się boję co miał w tym notatniku :D
OdpowiedzUsuńTen zapach czekolady - perfekcyjne!
Uwielbiam twoje wydanie mojego upadłego aniołka i masochistycznego Marcellego. Bta, jak on mnie rozpieprzył, kiedy powiedział, że nie może się doczekać tej kary... i ten moment, gdy za każdym jego zdaniem jest jeszcze bardziej podobny do mnie ;-;
Jak przeczytałam, że było tajne przejście, ładny hol i elegancki pokój to już myślałam, że znaleźli tajne miejsce schadzek xd
Wiesz, że muszę wiedzieć o czym pamiętnikuje Lucyfer? Muszem. Tak jak muszem jeść japka :D
Czekam na to, w kim zakocha się Lucia i mam taką mind map, że zakocha się w Lucyferze, a potem dowie się, że on woli Mefisto albo Asmodeusza xd
Moje pomysły są bardzo destrukcyjne, ale tak to jest, kiedy siedzi się w maksymalnie czarnym ubraniu, z szalem na plecach, przy świeczce, słucham niemieckiej, rockowej, latynoskiej piosenki i jem japka...
Wenyx3, więcej Lucka, jak to nazwał go ostatnio Marcello, a ja idę pisać humorystyczny opis kadry piekła i czytać Percego Jacksona (w oczekiwaniu na Percy x Nico xdd)
No, nieważne :D
Agnes :*
Przeczytałam kadry pieska, a nie piekła. XD Genialna ja. :D Lucek się tak nie wkurzył, bo Marcello nie zdążył nic przeczytać. :) Pozdrawiam.
UsuńTo dlatego boję się co miał w środku... I wiesz, że muszę wiedzieć :D
UsuńJeszcze się dowiesz. :D
UsuńMam nadzieję :D
Usuń