Szłam długim, krętym korytarzem, którego całym oświetleniem było kilka starych świec. Smród pleśni i zgnilizny unosił się wszędzie. Dotychczas nikogo nie spotkałam, na szczęście. Z każdym krokiem w wszechobecny mrok bałam się coraz bardziej. Wydawało mi się, że za rogiem kryje się zło, którego świat nie widział. Okropnie zrobiłam, że w ogóle się tu znalazłam.
Nagle poczułam dotyk czyjejś zimnej ręki na swoim ramieniu. Aż podskoczyłam ze strachu. Krzyknęłam cicho i skuliłam się, czekając na zasłużoną karę. Zamiast niej usłyszałam śmiech.
- No, no. Lu-cek bę-dzie wście-kły - zanuciła szyderczo osoba za mną.
- Nie rób tak już nigdy - wysyczałam. - Myślałam, że to strażnik.
- To byłoby jeszcze śmieszniejsze, skarbie - powiedział Marcello z durnym uśmieszkiem. - Co tu robisz? Nie próbuj kłamać, bo wezwę wartowników.
- Nie zrobisz tego, bo wtedy ciebie też złapią.
- I co z tego? Nikt nie był na tyle naiwny, żeby wierzyć, że nie złamię zakazu, kochanie - zlekceważył to. - Ale ty... To co innego. Jesteś nowicjuszką, zawiedziesz ich zaufanie, słońce.
Przeraził mnie taki obrót spraw. To prawda, wszyscy wiedzieli, że on i tak tu przyjdzie. Jeżeli ktoś się dowie, że tu myszkowałam... Nie miałabym życia. Musiałam stąd uciec.
- Nie mów nikomu, błagam! - to okropne, że mój los zależał od takiego gnojka.
- Zastanowię się, złotko - zamyślił się. - Pod jednym warunkiem.
- Jakim? - spytałam z nadzieją.
- W nocy tu wrócimy i zobaczymy, co kryje się na końcu korytarza, moja droga - spojrzałam na niego zdziwiona. - No co? Jestem ciekawy, skarbie.
- A do czego ja ci się przydam?
- Jak nas złapią, to popchnę cię na nich, a sam ucieknę.
Popatrzyłam na niego, jak na osobę niespełna rozumu. No cóż, takie zachowanie do niego pasuje. Mimo to zszokował mnie. Oby to się nie wydarzyło, bo inaczej jestem skończona. Chłopak ruszył do wyjścia, a ja za nim. Nie chciałam już tu być.
- Skoro już musimy razem wracać to przeróbmy jutrzejszą lekcję, skarbie - dodał. - Przynajmniej będę miał potem spokój.
Na szczęście nie było tego dużo. Marudził coś Upadłych Aniołach. Nie uważałam aż w końcu kazał po prostu pytać o to, czego chcę się dowiedzieć.
- Czy się starzejemy? Jak na razie nie widziałam nikogo powyżej czterdziestki.
- Zanim stałaś się jedną z nas, powiedziałem ci kiedyś, że moje serce nie bije. Dzięki temu zatrzymujemy się w jakimś wieku, kochanie. W moim przypadku to siedemnaście lat.
Przyłożyłam dłoń na klatkę piersiową. Unosiła się miarowo, czułam też puls. Nie rozumiałam tego. Jak?! Pytająco spojrzałam na mojego pierwszego Przewodnika. Zaśmiał się nieprzyjemnie.
- Wiedziałem, że to sprawdzisz, słońce - powiedział z kpiną. - To stanie się dopiero, gdy zostaniesz pełnoprawnym Mrocznym Aniołem.
To wyjaśniłoby to, że Rispie ma dwadzieścia lat, a nie dwanaście. Jeszcze raz wsłuchałam się w swoje serce. To musi być okropne uczucie, gdy ono nagle przestaje bić. Nie chcę tego przeżywać.
- Wszyscy uważają, że to najgorsze co może być, złotko - Marcello, jakby wiedział o czym myślałam. - Ale dla mnie to była najlepsza chwila w życiu. Nowym życiu.
- Ciekawe - próbowałam zakończyć tą rozmowę.
Wtedy okazało się, że jesteśmy na szczycie stromych schodów, które kończyły ten zakazany korytarzyk. Ostrożnie wyjrzałam za gzyms i sprawdziłam, czy ktoś nie idzie. Czysto. Chłopak beztrosko wyszedł na środek, jakby właśnie wychodził z własnego pokoju. Przez niego nas zauważą. Powoli ruszyłam do swojej tymczasowej sypialni.
- Tutaj. Punkt dwunasta w nocy. Pamiętaj, skarbie - mruknął na pożegnanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótko, ale przynajmniej coś jest. :D Co do opisów postaci. Postaram się je dodać do końca tygodnia. Ciężko wymyślić cokolwiek, żeby nie spoilerować. :) Pozdrawiam, Alexandra.
Brawo mi... Jestem idiotką, całkiem zapomniałam o tym że tak jakby nie żyją... Mały fake, sorry, zbyt mało snu i zbyt dużo cherry coke :D
OdpowiedzUsuńJuż miałam nadzieję, że zaraz zobaczą Lucyfera making out z Asmodeuszem, opcjonalnie Mefisto, no, ale to w końcu twoje opowiadanie i się nie wtrącam z moimi chorymi pomysłami (trójkątem też nie pogardzę xd, nie zwracaj na mnie uwagi ;-;)
Jestem ciekawa co znajdą z Marcello, i już czuję taki plot twist, że wchodzą do składzika na miotły, a tam Lucyfer i... a z resztą, nieważne :D
Czekam na te opisy, bo jestem ciekawa. Sama dzisiaj napisałam fioletowym atramentem opis mojego Lucyfera w humorystyczny sposób xd
Nie było Rispiego. Mój fanklub wydał przeciągłe jęknięcie, ale nie zwracaj uwagi na moje drobne szaleństwo...
Nie męczę już, idę jeść jabłka i życzę wenyx3
Agnes
Ps. Wiesz, że Lucyfer jest uzależniony od łamania na małe kawałki gorzkiej czekolady i rzucania tymi kawałkami w Mefisto? I jest też skrytym fanem powieści dla 'niezależnych' kobiet :D
Ciekawe masz pomysły, nie powiem. :D Z tą czekoladą i powieściami to nie wiedziałam. Nie martw się, ja też często zapominam o tego typu rzeczach. :)
UsuńBądź cierpliwa, a coś wymyślę o Twoim Lucyferze. Pozdrawiam.
*żongluje jabłkami śmiejąc się jak Francis*
UsuńCzekam na amatora powieści i uśmiecham się przez łzy, bo czytałam najsmutniejszego fanfika ever i teraz mam ochotę umierać w cierpieniu i zarazić tym cierpieniem wszystkich ;-;