wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 13

       Dłuższą chwilę siedziałam na łóżku i rozmyślałam nad tym co się właśnie stało. O co tak właściwie chodziło? Czemu to widziałam? I kim był ten chłopak? Nie mogłam zapomnieć jego twarzy. Jasne blond włosy, blada cera i błękitne oczy, w których kryła się jakaś mroczna tajemnica. Nie był człowiekiem, bo ten by tu nie przeżył, więc kim?

       Spojrzałam na zegarek, który stał na komodzie. Za piętnaście ósma. Trzeba się zbierać. W pośpiechu nałożyłam delikatny makijaż, który miał zamaskować fakt, że płakałam. W końcu zbiegłam na dół.

        Zdążyłam idealnie na początek zbiórki. Rispie ustawił nas parami i w kolejności alfabetycznej. Jak w przedszkolu... Mi trafił się Luca. Mój brat szedł sam na początku, a Marcello wlókł się na końcu. Najwidoczniej jemu ta " wycieczka " najmniej przypadła do gustu.

- Czemu jesteśmy tak rozmieszczeni? - spytałam chłopaka po  mojej lewej.

- Rispie uważa, że w ten sposób łatwiej nas utrzymać w porządku.

- A on? - ramieniem wskazałam mojego pierwszego Przewodnika.

- I tak by się niepostrzeżenie wymkął - machnął lekceważąco ręką.

- A daleko to ta granica? - narzekałam jak małe dziecko.

- Już jesteśmy na miejscu.

          Przed nami rozciągał się niesamowicie długi płot. Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie czegoś takiego. Ogrodzenie było wysokie na kilka metrów, zabezpieczone drutem kolczastym i pilnowanym przez kilkudziesięciu strażników. Przyjrzałam im się. Większość była bardzo muskularna, mieli śniadą karnację i ciemne włosy. Ich ciała pokrywały liczne tatuaże. Wyglądali przerażająco. Jeden z nich zbliżył się do nas.

- Kim jesteście, po co tu przybyliście i ilu was jest? - mówił z amerykańskim akcentem.

- Upadłe Anioły, patrol południowej granicy, dwunastu - Rispie robił to już chyba wiele razy.

- Dwunastu? - zdziwił się mężczyzna. - Naliczyłem tylko jedenastu.

            Krispin odwrócił się i zmierzył nas wzrokiem.

- Marcello... - wycedził ze złością.

- Tak? - znikąd pojawił się za wartownikiem.

- Wracaj natychmiast do grupy.

- Ani. Mi. Się. Śni. - odparł z głupim uśmieszkiem, wyróżniając każde słowo.

- Widzę, że masz problem z dyscypliną w oddziale - powiedział demon i wymownie spojrzał na pewną osobę.

- Tylko z nim - przywódca zaczerwienił się ze wstydu.

- Mamy sposoby na takich jak on.

- Go się nie da wyprostować. Jak chcesz to możesz spróbować - westchnął zrezygnowany.

              Strażnik tylko na to czekał. Marcello bił się z myślami. Zastanawiał się zapewne, czy zrobić na złość jemu, czy ośmieszyć Rispiego. W końcu wybrał.

- Baczność! - rozkazał jegomość.

- Najpierw ty - chłopak z zadowoleniem skrzyżował ręce.

- Powiedziałem: ,, Baczność " - powtórzył trochę mniej pewny siebie.

- Skoro tak bardzo chcesz... - powiedział i... Usiadł na ziemi.

- Jesteś nienormalny, chłopcze.

 - Nie pan pierwszy mi to mówi - zaśmiał się Mroczny Anioł.

- Zwracam ci honor - przeprosił mojego drugiego Przewodnika. - Chodźcie za mną.

                   Ruszyliśmy za nim. Przedstawił się jako Damien i później już się nie odzywał. Marcello beztrosko szedł za nami i nie zwracał uwagi na nic dookoła. Wszyscy byli dziwnie milczący, więc i ja nic nie mówiłam. Po jakiś dziesięciu minutach byliśmy już pod płotem. Wartownicy nie ukrywali zaciekawionych spojrzeń. Nagle brama, której wcześniej nie dostrzegłam, zaczęła się otwierać.

- Nie rozdzielać się - mruknął Damien i wszedł do środka.


                                                       ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Wybaczcie, że wczoraj nie było notki. Za to teraz mam pomysł i jutro powinien być nowy rozdział. :D Pozdrawiam, Alexandra.


                                 

2 komentarze:

  1. Przepraszam, że dawno nie komentowałam, bo nie miałam czasu nawet spokojnie usiąść i poczytać. Dzisiaj wyskrobałam trochę czasu, ale nie mam chwili na myślenie i jeszcze mój dzisiejszy dzień był odrobinę skopany i wgl, wgl, wiec nie zamęczam.
    Teraz postaram się napisać kilka słów na temat poprzednich rozdziałów, ale zapewne mi to nie wyjdzie... Bo wszystkie przeczytałam ;)
    Anyway, piękne opisy i moje kochane dialogi. Dziecko się cieszy z Lucyfera, bo to właśnie nim był ten cudowny blondyn, prawda? :D Tylko czuję się okropnie bo od razu myślę o Francisie, a wystarczy przeczytać jednego fanfika o Hetalii, żeby poznać Francisa... Jestem oczywiście usatysfakcjonowana i czuję jego znużenie całym światem etc.i mam ochotę go przytulić, bo z drugiej strony widzę mojego znajomego, właśnie blondyna z niebieskimi oczami, który wygląda na tak zmęczonego życiem, jakby chciał się pociąć dla zabawy... No ale znowu zbaczam z tematu :D
    Marcello to taki mój mały kochany wariat, z którym się utożsamiam w dużej mierze. Nie ma to jak olać wszystko i wszystkich i usiąść sobie dla funu na ziemi :) Sto procent ja.
    Czekam na więcej mojego kochanego Rispiego, który w tym rozdziale dostał taki pojazd... Fanklub jest!
    I czekam na rozwój wydarzeń z Lucyferem (<3) i jeszcze czekam na miłosne uniesienia Luci (oczywiście musisz mnie zaskoczyć!) bez tego opowiadanie nie jest takie stuprocentowe, bez jakiejś smutnej lub cudownej historyjki miłosnej w tle :D
    Czekam, czekam, czekam, weny, weny, weny, psychozy Marcellego, Rispiego i Lucyfera
    Pozdrawiam,
    Agnes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tym blondynem była osoba, którą tak kochasz. :D Będzie dużo Lucyfera, Rispiego i psychozy Marcellego. Ten ostatni naprawdę ma chyba jakieś problemy. XD Pozdrawiam, Alexandra.

      Usuń