wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 40

       Powieki miałam szczelnie zamknięte, ale i tak wiedziałam, że był środek nocy, bo ze wszystkich stron dochodziły do mnie odgłosy lasu,  który dopiero o tej porze budził się całkowicie do życia. Tak, uwielbiałam noc i jej tajemnice starannie ukrywanie przez gęste odmęty mroku. Nigdy nie bałam się ciemności, nawet jako bardzo małe dziecko, gdyż dawała mi ona wręcz poczucie bezpieczeństwa, jakby zło czekające na mnie, nie zdołało się przebić przez jej żelazną czarną zasłonę, chroniła mnie.

       Coś było jednak nie w porządku... To na czym opierałam głowę nie było zimną brudną korą drzewa, lecz unosiło się miarowo. Leniwie otworzyłam oczy i dopiero po dłuższej chwili, potrzebnej, aby wzrok zupełnie przyzwyczaił się do nowych warunków, spostrzegłam co to było i siłą woli powstrzymałam się, aby nie krzyknąć przerażona. Próbowałam odskoczyć, ale sparaliżowana strachem, nie mogłam. Gorączkowo myślałam nad tym co uczyniłam. Leżałam na klatce piersiowej Marcellego! Chciałam szybko się odsunąć i udawać, że nic się nie stało, ale coś mnie powstrzymało. Wtedy zobaczyłam to, co wcześniej jakimś cudem pominęłam - chłopak przez sen niechcący objął mnie ramieniem. Ponowiłam próbę,  lecz uścik się wzmocnił. Zdziwiona uniosłam wzrok.

- Śpij, skarbie, jeszcze kilka godzin do świtu - mruknął niewyraźnie.

       Oczy miał zamknięte, a obsydianowe włosy bezwładnie opadały mu na oświetlaną księżycowym blaskiem twarz. Spał. Czyli to też powiedział nieświadomie, pomyślałam z niezrozumiałym dla mnie lekkim ukłuciem żalu. Wiedziałam, że nie mogłam tak zostać,  ale zanim zdążyłam zrobić cokolwiek, wpadłam w objęcia Morfeusza.

***

- Jakie to urocze! - kpił ktoś, ale ja wtedy jeszcze balansowałam między rzeczywistością a senną marą, więc nie mogłam nic uczynić. - Wyglądacie tak słodko. Zakochane aniołki!

        Ostatnie słowa dobudziły mnie zupełnie. I nie tylko mnie. Ja i Marcello odsunęliśmy się od siebie jak oparzeni, przez co omal nie wpadłam na nadal nieprzytomnego Raziela. Mój Przewodnik mierzył mnie z nienawiścią w atramentowych tęczówkach.

- To ja zostawię was samych, gołąbeczki - oznajmiła ciemnowłosa kobieta,  w której rozpoznałam tą, którą on wczoraj dusił. Odeszła, śmiejąc się nieprzyjemnie,  jakby domyślała się co mnie wtedy czekało.

        Chłopak wpatrywał się we mnie przez kilka sekund ciągnących się w nieskończoność. Gdyby wzrok mógł zabić, już dawno leżałabym bez tchu na ziemi. W końcu raczył się odezwać.

- Jak śmiałaś mnie dotknąć?! - wysyczał.

         Milczałam.

- Jak. Śmiałaś. Mnie. Dotknąć?! - powtorzył, zaznaczając każde słowo.

         Nagle strach wyparował jak kropla wody rzucona na rozgrzane kamienie i zastąpiła go  złość.

- Zwracasz się do mnie jakbyś był kimś lepszym, ważniejszym! - krzyczałam, czym tylko przykułam uwagę pozostałych. - Ale tak nie jest!

- Mylisz się - przerwał mi.

- A właśnie, że nie! - nie mogłam się uspokoić. - Jestem taka sama jak ty i pogódź się z tym!

- Jak ty mało wiesz - westchnął, jakbym powiedziała coś głupiego.

        Poczułam drobny ruch po mojej prawej. Raziel się obudził. Natychmiast chciałam mu pomóc. Rzuciłam okiem na Marcello... A raczej na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą był. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła. Jak dał radę uciec,  a ja nawet tego nie zauważyłam?! Moje nietypowe zachowanie zainteresowało dwóch strażników, którzy zaraz dostrzegli zniknięcie jednego z więźniów i poinformowali o tym przełożonego. Rozpoczęło poszukiwania zbiega.

        Ciche jęknięcie przepełnione bólem przypomniało mi o Razielu.

- Co ja z wami mam... - mruknęłam pod nosem i zabrałam się do pracy.


                                                    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Bardzo, bardzo przepraszam, że znowu długo nie było notki. Rozdziały powinny znów być codziennie, ale bardziej prawdopodobne, że do wakacji pojawiać się będą co drugi dzień. Mam nadzieję, że ktoś nadal to czyta i  nie zniechęciły go te przerwy. Postaram się poprawić. :)
Pozdrawiam, Alexandra.


2 komentarze:

  1. Ja, ja czytam! Przerwy mnie nie zniechęcają (sama piszę nieregularnie), tylko mam małą, malutką prośbę... Czy rozdziały mogłyby być trochę dłuższe? Osobiście wolę długie rozdziały...

    Pzdr,
    Darkblood

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że czytasz. :)
      Postaram się pisać dłuższe rozdziały.
      Pozdrawiam, Alexandra.

      Usuń