sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 35

       Obudziłam się kilka dobrych godzin przed świtem. Próbowałam jeszcze zasnąć, ale w końcu wstałam, ubrałam się i zeszłam na dół. Nikogo nie było, więc wzięłam jedno jabłko z misy, która stała na stole i rozejrzałam się wokoło w poszukiwaniu zegarka. Dochodziła trzecia w nocy, czyli miałam sporo czasu zanim ktoś zacznie zakłócać mój spokój. Postanowiłam, że zwiedzę trochę budynek.

        Błąkałam się bez celu po krętych korytarzach i jak można było się spodziewać, wkrótce się zgubiłam. Nagle dostrzegłam przytłumione światło sączące się spod ciężkich, dębowych drzwi jak wieczorna mgła. Powoli podeszłam do nich i ostrożnie zajrzałam do środka przez dziurkę od klucza. Przy starym, ale solidnym biurku stały dwie postacie, które ze sobą rozmawiały. Przyjrzałam im się. W pierwszej rozpoznałam Pana Piekieł, ale jego towarzysza nigdy wcześniej nie widziałam.

         Był mniej więcej wzrostu Księcia Ciemności, może trochę niższy, ale niewiele, włosy miał jasnobrązowe i zielone, kocie oczy. Tłumaczył coś Lucyferowi, więc wytężyłam słuch. W tej chwili nie obchodziły mnie maniery.

- Nikt nie spotkał go od Wygnania - mężczyzna powoli tracił cierpliwość. - Naprawdę wierzysz, że jeszcze żyje? - spytał z politowaniem.

- Tak, Mefisto, wierzę - oparł się o mebel za sobą. - I przestanę póki nie zobaczę go całego i zdrowego albo nie dostarczą mi jego zwłok - głos mu się załamał, gdy wypowiadał ostatnie słowa.

          Mefisto - gdzieś już słyszałam to imię, ale o tej godzinie ledwo pamiętałam własne, więc musiałam zastanowić się nad tym później.

- Stawiam na to drugie... - zaczął szmaragdowooki chłopak, który już po chwili stał przyciśnięty do kamiennej ściany z dłonią Pana Piekieł zaciśniętą na bladej szyi.

- Odwołaj to! - krzyknął blondyn i tylko wzmocnił uścisk.

- Musisz się z tym wreszcie pogodzić - wycharczał.

- Nie! - zawołał Książę Ciemności i puścił go, a ten ciężko dysząc, upadł na podłogę. - Nie.

          Lucyfer usiadł w wielkim, skórzanym fotelu i milczał. Wydawał się taki mały i bezbronny, jak dziecko. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie i nie był to miły widok. Zrobiło mi się go szkoda. Nie wiedziałam o kim mówili, ale najwyraźniej był to ktoś dla niego ważny. Brat? Przyjaciel? Nie miałam pojęcia.

          Nagle brązowowłosy zaczął wstawać. Chwiejąc się delikatnie, podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu. Uśmiechnął się pokrzepiająco, ale to nic nie dało. Westchnął i skierował się do wyjścia.

- Może ja już pójdę - pożegnał się. - Do zobaczenia wkrótce.

           W ostatniej chwili odskoczyłam od drzwi i schowałam się w wąskim pasku cienia rzucanym przez nie. Mefisto rozejrzał się, ale na szczęście mnie nie zauważył. Zostawił lekko uchylone wrota, więc dobrze słyszałam jak Pan Piekieł uderza z wściekłością o blat biurka i syczy jakieś słowa w niezrozumiałym mi języku. Uznałam, że najlepiej będzie, jeżeli jak najszybciej opuszczę to miejsce.

          Mijałam właśnie jadalnię, gdy zderzyłam się z impetem z czymś, a raczej... Z kimś. Wpatrywałam się bez słowa w zielonookiego nieznajomego, który niedawno opuścił gabinet Księcia Ciemności. Bałam się jego gniewu, ale nie wyglądał na kogoś rozłoszczonego. Bardziej rozbawionego.

- Gdzie ci się tak śpieszy? - zaśmiał się. - Tak wcześnie zaczynasz pracę?

- Nie jestem służącą - dopiero wtedy zrozumiałam, że popełniłam duży błąd. Starałam się schować za czarnymi jak noc włosami.

- To kim? - spojrzał na mnie zaciekawiony.

- Upadłym... - zaczęłam cicho.

- Upadłą Anielicą? - dokończył za mnie. - Co tu robisz o tej godzinie? - zdziwił się.

- Nie mogłam spać - wyznałam zgodnie z prawdą. - Muszę już iść.

- Oczywiście, ale zdradź mi tylko swoje imię - poprosił. - Ja nazywam się Mefisto - dodał.

           Co mi szkodzi mu powiedzieć? - pomyślałam. Podniosłam głowę i bąknęła niewyraźnie:

- Lucia.


                                                       ~~~~~~~~~~~~~~~~~


Udało mi się! :D Naprawdę bałam się, że nie wyrobię, ale jednak jest. Jutro też będzie notka, lecz już dzisiaj życzę Wam bogatego zająca, smacznego jajka i mokrego dyngusa. :) Pozdrawiam, Alexandra.
   

3 komentarze:

  1. Od razu uprzedzam, że to bedzie krótki komentarz, bo jest dość późno, chociaż moj mózg pracuje odrobinę lepiej, niż ten należący do Luci, a mam zamiar jeszcze pisać pewien fluffuasty fragment etc., etc., never mind...
    Anyway, muszę przeprosić też za długą nieobecność. Oczywiście wszystko czytałam w pierwszy dzień, ale nie miałam zbytnio weny i czasu na komentarze i nie chciałam wpychać ci głupot :)
    Co do tego rozdziału, to jak zawsze świetny i jestem bardzo zajarana pojawieniem się Mefisto <3
    Od razu mowię, że to jeden z moich piekielnych ulubieńców i nie mogłam się doczekać, kiedy pojawi się w twoim opowiadaniu. Wydaje dię tutaj tak rozbrajająco miły i kochany, ale z taką charakterystyczną wredotą. Mam nadzieję, że Lucia się z nim zaprzyjaźni, albo przynajmniej nie będzie z nim darła kotów :D
    Co prawda, ja wyobrażam sobie go odrobinę inaczej, ale to twoje opowiadanie i twoje zasady :) W moich tekstach (tak, tak, dalej bawię się w Mefisto x Lucyfer, pod pomysłową nazwą Mecyfer, utworzoną przez moją przyjaciółkę) Mefisto ma tak gorzkoczekoladowe loki i złoto-czarne oczy, w kolorze skroplonego radosnego okrucieństwa, ale nie zwracaj na to uwagi, bo moje postacie są ogólnie bardzo randomowe, a Lilith niepokojąco przypomina usposobieniem mnie :D No, ale cóż, w końcu jest się tą Damą Piekła, nie?
    To takie urocze, że Lucyfer tak się martwi <3
    I zastanawia mnie ta dziewczyna, która okazała się szpiegiem, tak nbtw :D
    Czekam na kolejny rozdział i życzę rownież wesołych świąt, a raczej ich resztki, produktywnego spędzenia wolnego czasu (jak na przykład obejrzenie całego Kuroshitsuji w jeden wieczór, albo przeczytaniu jakiejś książki na rzecz całego dnia spędzonego w łożku), wenyx3 i zabawy z opowiadaniem, bo pamiętaj: 'Jesteś pisarzem. Dzierżysz moc wyrwaną bogom. Świat czeka na twoje słowa!'
    Tym optymistycznym akcentem zakończę ten komentarz, dodam, że jest pisany na telefonie i przepraszam za wszystkie błędy logiczne czy ortograficzne, tudzież interpunkcyjne i podzielę się z tobą, moim pięknym, Shakespearowskim shipem, mianowicie Mercutio x Benvolio i mam nadzieję, że ta myśl umili ci czytanie Romea i Julii :)
    Agnes :*
    PS. Wcale nie recytowałem przez kilka godziń 71 stron wyżej wymienionej sztuki, siedząc na podłodze w korytarzu filharmonii, nie, Opole to nie dziwne miasto xd (w kawiarni też nikomu nie przeszkadzało :D, odzyskuję wiarę w społeczeństwo i jego poszanowanie dla sztuki) I tak wspomnę, że anime Kuroshitsuji to naprawdę dobre anime, nawet jeśli nie lubisz anime xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałabym nie lubić anime? Ja żyję anime. :D Nie oglądałam jeszcze Kuroshitsuji, ale chętnie to zrobię. Mimo wszystko moim najulubieńszym, a zarazem pierwszym, które widziałam jest Vampire Knight. :)
      Nową notkę dodam jutro, bo w święta nie miałam czasu.
      Nie sądzę, aby Opole było dziwnym miastem, zwłaszcza, że mam rodzinę w okolicy. :)
      Pozdrawiam, Alexandra.

      Usuń
    2. To polecam, jeśli lubisz anime, bo naprawdę bardzo warto obejrzeć :)
      A do Vampire Knight kiedyś też się zabiorę, jak będę miała chwilę czasu
      Opole Big City jest jak najbardziej dziwnym miastem, skarbie. Nawet moja parabtai tak uważa...

      Usuń