Szybkim krokiem oddaliłam się od Mefisto i z westchnieniem oparłam się o zimną ścianę. Miałam nadzieję, że nie powie nic o naszym spotkaniu swojemu przyjacielowi, bo mogłam mieć kłopoty. Mimo wszystko chłopak zdawał się miły... Pokręciłam głową i ruszyłam w kierunku salonu.
Właśnie siedziałam na sofie, gdy do pomieszczenia, w którym przebywałam, weszła jakaś służąca. Pisnęła cichutko ze strachu, gdyż w pierwszej chwili mnie nie zauważyła.
- Co tu robisz o tej porze, panienko? - była szczerze zdziwiona.
- Nie mogłam spać - oparłam krótko. - Która godzina...?
- Emily, panienko - rudowłosa dziewczyna przedstawiła się. - Gdy opuszczałam kuchnię, było kilka minut po czwartej.
- Dziękuję - zaczęłam wstawać. - Udam się do mojego pokoju.
Nie czekając na odpowiedź, opuściłam to miejsce. Oczywiście, że nie miałam najmniejszego zamiaru tam iść, ale wolałam dłużej nie rozmawiać z Emily, bo dobrze wiedziałam, że między służbą szybko rozchodzą się wszelkie wieści i plotki, a ja nie chciałam być ich bohaterką. Zamiast tego skręciłam w pierwszą po lewej odnogę głównego korytarza.
Minął kwadrans zanim natrafiłam na jakieś drzwi, ale były zamknięte. Potem ta sytuacja tylko się powtarzała. Następne wrota to samo i tak w kółko. Żadnych okien. Już miałam stamtąd iść, gdy nagle usłyszałam czyjś szloch. Dochodził on z jednego z tych pomieszczeń, które mijałam. Ostrożnie podeszłam i zaczęłam nasłuchiwać. Płacz stał się wyraźniejszy. Przez przypadek zahaczyłam ręką o drewniany stolik obok mnie, a mały wazonik, który na nim się znajdował, zachwiał się. Z przerażeniem w oczach obserwowałam nieuchronny bieg wydarzeń. Naczynie kołysało się coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie z hukiem rozbiło się o podłogę, a ostre kawałki ceramiki rozprysły się na wszystkie strony. W pokoju obok ucichło.
- Kto tam jest?! - pisnął ktoś dziewczęcym głosikiem.
- Nikt kto chciałby cię skrzywdzić - odparłam po chwili namysłu.
Dobiegły do nas czyjeś wołania. Zapewne usłyszeli hałas... Wiedziałam, że muszę szybko coś wymyślić. Nagle mnie olśniło. Wytworzyłam szpony i zaczęłam majstrować przy zamku od drzwi. W ostatniej chwili wpadłam do celi jak huragan. Jasnowłosa dziewczyna przyglądała mi się dziwnie. Nie rozumiała jak ktoś mógł dobrowolnie wejść do więzienia, którym ten pokój najwyraźniej był. Gdy wszelkie odgłosy z zewnątrz ucichły, uśmiechnęłam się do niej.
- Jestem Lucia - wyciągnęłam w jej stronę dłoń, a ona niepewnie uścisnęła ją. - Mary Alice, prawda?
Pokiwała twierdząco głową.
- Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię - starałam się zabrzmieć miło. - Nie wiem jak traktowali cię moi pobratymcy, ale i tak cię za nich przeproszę, bo wiem jacy są.
- Nie było źle - szepnęła, a gorzkie łzy popłynęły po jej bladych policzkach.
- Więc czemu płaczesz? - było mi jej szkoda, ale w końcu to szpieg...
- Ja... To nic - otarła twarz. - Po co tu przyszłaś o tej porze?
- Zgubiłam się - to chyba moje najczęstsze wytłumaczenie.
- No tak... - spojrzała na mnie z nadzieją. - Wiesz może czy mnie wypuszczą, a jeżeli tak, to kiedy?
- Wybacz, ale nic mi na ten temat nie wiadomo - przyznałam z żalem.
Naprawdę było mi przykro, że nie mogłam udzielić jej odpowiedzi. Nie znałam jej praktycznie w ogóle, ale chciałam jej pomóc. Może to była jakaś sztuczka Anioła? Nie miałam pojęcia. Ze smutkiem stwierdziłam, że muszę już iść, jeśli chcę uniknąć spotkania kogoś w towarzystwie więźnia. To raczej by mi tylko zaszkodziło.
- Jak się czegoś dowiem, zaraz cię poinformuję - obiecałam.
- Jesteś inna od swoich braci i sióstr - zwróciła się do mnie. - Masz dobre serce i to cię wyróżnia. Pielęgnuj to dobro w sobie, a zobaczysz, że jeszcze ci pomoże. Zdobędziesz wielu potężnych przyjaciół, ale też wrogów i musisz nauczyć się ich rozróżniać.
- Postaram się - zaczęłam otwierać drzwi. - Pa.
- Do zobaczenia.
Nie rozumiałam wtedy jej słów, ale już wkrótce na własnej skórze przekonałam się co oznaczają.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za wszelkie błędy, ale okropnie mi się wszystko tnie i w ogóle. :) Pozdrawiam, Alexandra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz