poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 38

       Dopiero zaczynało świtać, ale ja już od dawna byłam na nogach. Myślałam, że nie wstanę, ale byłam dziwnie wyspana. W sumie dobrze, bo wolałabym nie usypiać w trakcie treningu z latania. Zaczęłam zmierzać w kierunku miejsca naszego spotkania żwawym krokiem. Już wcześniej zjadłam śniadanie, więc nie byłam głodna. Po chwili czekałam przed drzwiami i rozkoszowałam się porankiem.

        Minęło kilkanaście minut, ale go nadal nie było. Trochę mnie to denerwowało, lecz nic nie mogło zepsuć mi mojego doskonałego nastroju. Wygładziłam liliowy sweter, w który byłam ubrana. Nagle dostrzegłam ciemną postać wyłaniającą się z mroku starego lasu.

- Już jesteś, skarbie - zauważył Marcello, przyglądając mi się badawczo.

- Tak - uśmiechnęłam się.

- Widzę, że masz dobry humor, słońce - powiedział i dodał mniej optymistycznie. - Przybija mnie to, wiesz? Ale przy odrobinie szczęścia uda nam się to zmienić...

- Nam? - zaczęłam podejrzewać, że mój Przewodnik ma rozdwojenie jaźni.

- Tak. Nam - doszedł do mnie głos kogoś za mną.

         Błyskawicznie się odwróciłam i ujrzałam wysokiego mężczyznę z trzema szramami na twarzy. Gdyby nie one, naprawdę można by go pomylić z młodszym bratem... Przynajmniej pod względem wyglądu.

- Wykształć skrzydełka, kochanie - mój nauczyciel i Raziel dawno już to zrobili.

- Okey - nie chciałam się kłócić, więc posłusznie wykonałam polecenie.

         Lekcje minęły spokojnie. Pokazali mi kilka sztuczek i tyle. Bałam się, że szykują coś okropnego, ale równie dobrze mogli dziś mi po prostu trochę odpuścić. Było już dosyć późno, więc postanowiliśmy się zbierać. Szliśmy powoli w kierunku twierdzy, gdy nagle Marcello stanął jak wryty.

- Może byśmy się pościgali, braciszku? - uśmiechnął się przerażająco. - Jak kiedyś.

- Nie zapominaj o Luci - wskazał na mnie.

- Ona też weźmie w tym udział.

         Moje protesty na nic się nie zdały, gdyż oni najwyraźniej zdecydowali za mnie. Nie miałam najmniejszej ochoty na tego typu zabawy, ale nic nie mogłam przeciw temu zrobić. Byłam już zmęczona, ale mimo to nie chciałam tak łatwo dać im wygrać. Mój Przewodnik zaczął objaśniać trasę. Mieliśmy polecieć na południe, do polany, na której się budzimy, gdy po raz pierwszy tu trafiamy i z powrotem. Nie byliśmy co do tego do końca zgodni, bo to bardzo niebezpieczna okolica. Tamte tereny zamieszkuje inna grupa Upadłych Aniołów, która nie była naszej zbyt przyjazna, ale w końcu postanowiliśmy zaryzykować. Wzbiliśmy się w powietrze.

- Na trzy? - zapytałam.

           Kiwnęli twierdząco głowami.

- Raz... Dwa... Trzy! - zaczęło się.

        Marcello od początku był na prowadzeniu, ale Raziel też nie próżnował i prawie go wyprzedził. Ja oczywiście tkwiłam na szarym końcu i nic nie zapowiadało poprawy mojej sytuacji...

       Byliśmy już prawie nad polaną, gdy nagle coś świsnęło mi koło ucha. Moi towarzysze momentalnie się zatrzymali, przez co wpadłam z impetem na Raziela. Otyczyła nas grupa uskrzydlonych mężczyzn. Upadli. Ciemnowłosy, najwyraźniej ich przywódca, zbliżył się do nas. Zmierzył nas krytycznym wzrokiem.

- A gdzie się wam tak śpieszy? - zapytał z wyraźnym obcym akcentem.

- Gdzieś - odparł bezczelnie mój nauczyciel zanim ktokolwiek zdążył go powstrzymać.

- Pupilki Lucyfera? - wydał się rozbawiony.

- Odczep się - fuknęłam zdenerwowana.

- Zadziorna fiołkowooka, bezczelny chłopczyk - zaśmiał się. - A jaki jest wasz koleżka z bliznami?

- Nie twoja sprawa - mruknął.

- Śmieszycie mnie - podsumował. Nagle jego głos stał się zimny jak lód. - Zabrać ich.

          Staraliśmy się im wyrwać, ale to nic nie pomogło. Byli zbyt silni. Niespodziewanie coś ciężkiego uderzyło mnie w potylicę i straciłam przytomność. To ostatnie co pamiętam.


                                                  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Wybaczcie, że nie było notek, ale jednak miałam za mało czasu. Tu projekt, tu praca długoterminowa, tu kolejny projekt, o którym zupełnie zapomniałam... XD Mam nadzieję, że
już więcej nie będzie takich przerw i będę mogła w spokoju pisać. :) Chciałabym jeszcze podziękować przy okazji za wszystkie komentarze i miłe słowa. To bardzo mnie motywuje. :) Pozdrawiam, Alexandra.

2 komentarze:

  1. Hej :) Trafiłam na Twojego bloga przez komentarze pod innym blogiem, i bardzo mi się spodobał. Będę często wchodzić ;)

    Pzdr,
    Darkblood

    Ps. Tak, wiem, komentarz z konta Google, ale jestem na telefonie i ten odmawia współpracy z przelogowywaniem ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba. :) Jutro powinnam dodać nową notkę i będę już pisać w miarę regularnie. :D
      Pozdrawiam, Alexandra.

      Usuń