Nigdy nie zapominaj kim jesteś, bo wtedy możesz stracić więcej niż chcesz.
Miałeś tak kiedyś, że obudziłeś się i nie wiedziałeś po co jeszcze żyjesz i co tu robisz? Ja tak się czułam w pierwszy ranek po zaginięciu brata. Byłam wtedy mała, ale i tak doświadczyłam zbyt wiele. Najpierw śmierć matki, a teraz zaginięcie Krispina. Zawsze byliśmy blisko, ale potem coś się zepsuło. Wszędzie chodziliśmy razem, ale on się zmienił. Unikał mnie, nie rozmawiał ze mną. Teraz mam już szesnaście lat, czyli o cztery lata więcej niż on wtedy.
Było słoneczne przedpołudnie, promyki słońca delikatnie pieściły moją twarz. Dzisiaj 12 sierpnia, czyli moje ósme urodziny. Już od tygodni czekałam na ten wyjątkowy dzień - Krispin miał mi pokazać tę śliczną polanę, gdzie zawsze znika na całe godziny. Bywało, że wychodził wcześnie rano, a wracał późną nocą. Ojciec był wtedy okropnie na niego zły.
Właśnie kończyłam się ubierać, gdy tata wszedł do mojego pokoju.
- Cześć, tato.
- Lucia... - zaczął smutno. Dopiero wtedy spojrzałam na jego lśniącą od pojedynczych łez twarz.
- Co się stało?!
- Krispin... On... No... - jąkał się.
-Tato, co z nim?! - byłam przerażona.
- Nie wrócił na noc. Policja przeszukuje okolicę, ale nigdzie go nie ma, jedyne co mają to jego telefon.
- Gdzie go znaleźli?
- Wyłowili go z rzeki, w okolicy wiru...
Wir. To w nim utopiła się dziewczyna z sąsiedztwa. Miała siedemnaście lat i całe życie przed sobą, gdyby nie jeden głupi zakład, że da radę go przepłynąć.
Od tego czasu jest tam ostrzeżenie, ale jaki z niego pożytek, skoro możliwe, że mój brat na wieki zanurzył się w jego zimnych odmętach.
- Czy on żyje?
- Miejmy nadzieje, że tak - wyszeptał mężczyzna, tuląc mnie do swojej piersi, która po chwili była mokra od mych gorących łez.
Poszukiwania trwały jeszcze przez kilka ciągnących się w nieskończoność dni. Policja kazała pogodzić nam się z najgorszym, ale jak mogłabym to zrobić, wiedząc, że jeżeli Krispin żyje, to jest całkiem sam. Rodzina i przyjaciele byli dla nas, w tym jakże trudnym czasie, jedyną ostoją na morzu żalu i łez. Martha - moja najlepsza przyjaciółka - była ze mną od samego początku. Wiedziała co czuję, bo jej siostra uciekła z domu kilka lat temu.
Nie rozumiem, co się stało. Krispin był i nagle go nie ma...
Z rozmyślań wyrwał mnie głos donośny jak kościelne dzwony. Należał on do najwredniejszej nauczycielki na świecie - pani Acid*.
- Pytałam, czy umiesz rozwiązać to zadanie - powiedziała, wskazując na skomplikowany wzór matematyczny na tablicy.
- Ja...
- Dosyć. Jedynka do dziennika i uwaga za bujanie w obłokach w czasie lekcji. Wstań, gdy do ciebie mówię!
Posłusznie zrobiłam, co mi kazała.
- Usiądź.
- To po co wstawałam? - mruknęłam pod nosem.
- Co powiedziałaś?
- Że nie jadłam śniadania.
Pani profesor popatrzyła na mnie krzywo, ale nie zdążyła dodać nic innego, bo zadzwonił dzwonek, obwieszczając błogosławioną przerwę.
Martha szybkim krokiem pokonała dzielącą nas odległość.
- Odbiło ci?! Jej się nie pyskuje!
- A ja to robię i jeszcze dobrze na tym wyjdę.
- Ciii. Tristan idzie.
Zdziwiona spojrzałam na niską, drobną blondyneczkę stojącą obok mnie. Wiedziała, że chłopak mi się podoba, ale chyba nie chciała się bawić w swatkę?
- No i co. I tak mnie nawet nie zauważa.
- Co ty mówisz! Oczywiście, że cię dostrzega. Po prostu boi się zagadać do takiej ślicznotki.
W sumie nie jestem aż taka brzydka. Mam długie hebanowe loki, zgrabną figurę i metr siedemdziesiąt, ale on to co innego. Kasztanowe oczy rozpuszczają pojedynczym spojrzeniem, kruczoczarne włosy silnie kontrastujące z bladą karnacją, wysportowana sylwetka i ten jego tajemniczy półuśmiech.
- Ziemia do Luci! Lekcja zaraz się zacznie.
-No tak. Zobaczymy się jurto?
-Jasne. Do zobaczenia.
-Pa.
Jeszcze chwilę obserwowałam odchodzącą Marthę i sama wolnym krokiem ruszyłam w kierunku sali biologicznej.
~~~~~~~~~~~~~~~~
*Acid - kwaśna
~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszelkie błędy, które będą na pewno, bo piszę na tablecie, proszę ,, wytykać " mi w komentarzach. Następne rozdziały postaram się zamieszczać regularnie. Tak, wiem, że założyłam tego bloga dwa miesiące temu, ale nie umiałam się do tego zabrać. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i będziecie czytać moje opowiadanie. :-) Jak chcecie to zostawcie komentarz, każdy mnie motywuje do dalszego działania. Pozdrawiam AleXandra.
Było słoneczne przedpołudnie, promyki słońca delikatnie pieściły moją twarz. Dzisiaj 12 sierpnia, czyli moje ósme urodziny. Już od tygodni czekałam na ten wyjątkowy dzień - Krispin miał mi pokazać tę śliczną polanę, gdzie zawsze znika na całe godziny. Bywało, że wychodził wcześnie rano, a wracał późną nocą. Ojciec był wtedy okropnie na niego zły.
Właśnie kończyłam się ubierać, gdy tata wszedł do mojego pokoju.
- Cześć, tato.
- Lucia... - zaczął smutno. Dopiero wtedy spojrzałam na jego lśniącą od pojedynczych łez twarz.
- Co się stało?!
- Krispin... On... No... - jąkał się.
-Tato, co z nim?! - byłam przerażona.
- Nie wrócił na noc. Policja przeszukuje okolicę, ale nigdzie go nie ma, jedyne co mają to jego telefon.
- Gdzie go znaleźli?
- Wyłowili go z rzeki, w okolicy wiru...
Wir. To w nim utopiła się dziewczyna z sąsiedztwa. Miała siedemnaście lat i całe życie przed sobą, gdyby nie jeden głupi zakład, że da radę go przepłynąć.
Od tego czasu jest tam ostrzeżenie, ale jaki z niego pożytek, skoro możliwe, że mój brat na wieki zanurzył się w jego zimnych odmętach.
- Czy on żyje?
- Miejmy nadzieje, że tak - wyszeptał mężczyzna, tuląc mnie do swojej piersi, która po chwili była mokra od mych gorących łez.
Poszukiwania trwały jeszcze przez kilka ciągnących się w nieskończoność dni. Policja kazała pogodzić nam się z najgorszym, ale jak mogłabym to zrobić, wiedząc, że jeżeli Krispin żyje, to jest całkiem sam. Rodzina i przyjaciele byli dla nas, w tym jakże trudnym czasie, jedyną ostoją na morzu żalu i łez. Martha - moja najlepsza przyjaciółka - była ze mną od samego początku. Wiedziała co czuję, bo jej siostra uciekła z domu kilka lat temu.
Nie rozumiem, co się stało. Krispin był i nagle go nie ma...
Z rozmyślań wyrwał mnie głos donośny jak kościelne dzwony. Należał on do najwredniejszej nauczycielki na świecie - pani Acid*.
- Pytałam, czy umiesz rozwiązać to zadanie - powiedziała, wskazując na skomplikowany wzór matematyczny na tablicy.
- Ja...
- Dosyć. Jedynka do dziennika i uwaga za bujanie w obłokach w czasie lekcji. Wstań, gdy do ciebie mówię!
Posłusznie zrobiłam, co mi kazała.
- Usiądź.
- To po co wstawałam? - mruknęłam pod nosem.
- Co powiedziałaś?
- Że nie jadłam śniadania.
Pani profesor popatrzyła na mnie krzywo, ale nie zdążyła dodać nic innego, bo zadzwonił dzwonek, obwieszczając błogosławioną przerwę.
Martha szybkim krokiem pokonała dzielącą nas odległość.
- Odbiło ci?! Jej się nie pyskuje!
- A ja to robię i jeszcze dobrze na tym wyjdę.
- Ciii. Tristan idzie.
Zdziwiona spojrzałam na niską, drobną blondyneczkę stojącą obok mnie. Wiedziała, że chłopak mi się podoba, ale chyba nie chciała się bawić w swatkę?
- No i co. I tak mnie nawet nie zauważa.
- Co ty mówisz! Oczywiście, że cię dostrzega. Po prostu boi się zagadać do takiej ślicznotki.
W sumie nie jestem aż taka brzydka. Mam długie hebanowe loki, zgrabną figurę i metr siedemdziesiąt, ale on to co innego. Kasztanowe oczy rozpuszczają pojedynczym spojrzeniem, kruczoczarne włosy silnie kontrastujące z bladą karnacją, wysportowana sylwetka i ten jego tajemniczy półuśmiech.
- Ziemia do Luci! Lekcja zaraz się zacznie.
-No tak. Zobaczymy się jurto?
-Jasne. Do zobaczenia.
-Pa.
Jeszcze chwilę obserwowałam odchodzącą Marthę i sama wolnym krokiem ruszyłam w kierunku sali biologicznej.
~~~~~~~~~~~~~~~~
*Acid - kwaśna
~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszelkie błędy, które będą na pewno, bo piszę na tablecie, proszę ,, wytykać " mi w komentarzach. Następne rozdziały postaram się zamieszczać regularnie. Tak, wiem, że założyłam tego bloga dwa miesiące temu, ale nie umiałam się do tego zabrać. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i będziecie czytać moje opowiadanie. :-) Jak chcecie to zostawcie komentarz, każdy mnie motywuje do dalszego działania. Pozdrawiam AleXandra.
Hej :)
OdpowiedzUsuńJak na razie, prolog - super!
Mam nadzieję, że niebawem napiszesz więcej i choć mało opisu, dużo dialogu, to podoba mi się sposób w jaki tworzysz opis. Jestem ciekawa co się wydarzy.
Pozdrawiam i czekam na więcej, wilk :)
Bardzo mi miło, że Ci się podoba. :-) W następnych rozdziałach będzie więcej opisu. :-) Nową notkę dodam zapewne już dziś. Pozdrawiam. :-)
UsuńHeeeeej :D
OdpowiedzUsuńDoczekałam się wreszcie :)
W ogóle to fajne imiona dobrałaś ;) Ciekawe co stało się z bratem Luci hm... Założę się, że stoi za tym głębsza historia. Pozdrawiam!