Szukałam go już chyba wszędzie, wypatrywałam z okna, ale nigdzie go nie ma. Jeśli tak mnie obserwuje, to ja dziękuję. Natomiast jeżeli jest to jakiś głupi żart, to obiecuję, że osobiście zedrę mu ten arogancki uśmieszek z twarzy. Mam nadzieję, że będzie umiał mi pomóc. Tyle nurtujących mnie pytań, a brak odpowiedzi.
Nie spałam całą noc, mając nadzieję, że się pojawi, ale nie zrobił tego. Nawet gdybym się nie denerwowała, to rana nie dałaby mi o sobie zapomnieć. Piekło i bolało okropnie. Oby to się szybko skończyło.
W szkole nie mogłam się skupić, byłam rozkojarzona, ale nauczyciele się nie czepiali, pewnie sądzili, że to przez wypadek.
- Lucia! - usłyszałam głos Charlotte. - Jak się czujesz?
- Ok. Już nawet głowa przestała mnie boleć - to akurat było prawdą.
- To dobrze. A ten bandaż? - spytała, wskazując na moją rękę.
- Nic takiego. Zacięłam się nożem, gdy robiłam śniadanie - skłamałam.
- Aha. Idziemy razem na historię?
- Jak chcesz.
Historia to nudny przedmiot, nie wiem co inni w nim widzą. Kogo obchodzi, co się stało setki lat przed twoim urodzeniem? Zawsze staram się jakoś przecierpieć tę lekcję, ale dzisiaj byłam po prostu wściekła. Miałam ochotę wybiec z sali, ale nie zrobiłam tego. I dobrze, bo stało się coś niezwykłego.
- Dzień dobry - zwrócił się do nas dyrektor. - Nie chce przeszkadzać, pani Jansen, ale mamy nowego ucznia.
Zaciekawiona uniosłam głowę.
- Zaraz tu przyjdzie. Lucio?
- Tak, proszę pana.
- Oprowadzisz nowego kolegę po szkole i pomożesz mu się przyzwyczaić do tej sytuacji.
- Ale czemu ja? - spytałam bezczelnie.
- Macie taki sam plan zajęć.
- Yhm.
- O! Już jesteś - zwrócił się do wysokiego chłopaka, stojącego obok niego. - Przedstawiam wam Marcellego.
Moje serce przestało na chwilę bić. Co on tu robi?! Może nachodzić mnie w domu, na spacerze, w snach, ale nie w szkole. To mój teren i on nie ma tu wstępu.
Marcello wolnym krokiem ruszył w moim kierunku i usiadł na krześle obok. Cały czas ukradkiem przeglądałam mu się, chciałam mieć pewność, że to on. Niestety, ale się nie myliłam. Potwór, który próbował mnie zabić siedział kilka centymetrów ode mnie. Starałam się dostrzec w nim zwykłego chłopaka, ale nie potrafiłam. Jedyne, co widziałam to obraz jego z tamtej nocy. Wielkie skrzydła, czarne jak smoła oczy i ten okropny śmiech.
W tej chwili zadzwonił dzwonek. Nie patrząc mu na twarz, kazałam pójść za mną. Teraz jest przerwa obiadowa, a ja zamiast śmiać się z przyjaciółmi, niańczę jakiegoś chłopaka, który na dodatek nie jest człowiekiem. Muszę dowiedzieć się czym on jest, ale jak na razie nie mam zamiaru się do niego odzywać.
Po chwili zostaliśmy otoczeni wianuszkiem dziewcząt chcących przypodobać się Marcellemu. Każda przypatrywała mi się nienawistnym wzrokiem, jakbym sama zgłosiła się na ochotnika do oprowadzania go. Z wielką chęcią zamieniłabym z którąś z nich, ale nie, ja musiałam się z nim męczyć.
- Coś taka małomówna, skarbie? - spytał, gdy jego ,, fanki " odeszły. - Nie masz pytań?
- A co cię to obchodzi?!
- Mnie nic, ale ciebie chyba tak. Prawda?
- Dzisiaj po szkole spotkamy się przy lasku.
- Do zobaczenia, słońce.
Zaczynało się ściemniać i robiło chłodno, a go dalej nie było widać ani słychać. Mroczny las sprawiał wrażenie przerażającego, drzewa chyliły ku mnie swoje stare, chude gałęzie niczym ostre szpony, ponure pohukiwania sów groźnie odcinały się od dotychczas niczym nie zmąconej ciszy. Mam nadzieję, że on chociaż się pojawi, bo dwie godziny musiałam błagać ojca o pozwolenie. Marcello jest zarozumiały, arogancki, samolubny, zapatrzony w siebie, głupi i nieuprzejmy, ale słowa chyba dotrzymuje. Mój oddech zmieniał się w parę za każdym razem, gdy próbowałam ogrzać zmarznięte dłonie, cienkie rękawiczki dawno przestały mnie grzać, a jesienny, lekki płaszczyk nie ułatwiał sprawy zimna. Przychodź szybciej, przecież masz skrzydła!
- Witaj, kochanie - nigdy tak nie cieszyłam się na dźwięk jego głosu.
- Obiecałeś, że odpowiesz na moje pytania.
- Nic nie obiecywałem.
- Że co?! - byłam wściekła.
- Nie martw się, słońce. Na niektóre odpowiem.
- Dobra, co to za rana?
- To przepustka to naszego świata. Jeszcze kilka dni i będziesz taka jak ja i moi pobratymcy.
- Nie chcę! Zrób coś z tym! - byłam bliska płaczu.
- Nie mogę, bo Rispie mnie ukarze. I to bardzo, bardzo surowo.
- Powiedz temu Rispiemu, że go nienawidzę! Ciebie też, ty...
- Jeszcze nie czas, dowiesz się tego wkrótce - powiedział i zniknął w mroku nocy.
Chwilę patrzyłam się jak głupia w miejsce, w którym stał, jednak mróz zdziałał swoje i szybkim krokiem ruszyłam do domu.
Wracając, po raz kolejny odtwarzałam całą rozmowę w swojej głowie. Miał mi to wszystko rozjaśnić, a tylko bardziej namieszał. Kim jest ten Rispie i w ogóle co to za imię? I o co chodziło Marcellemu z tym, że nie może tego zmienić? Najgorsze jest to, że gdy to mówił widziałam w jego oczach ból, żal i gorycz, jakby sam to przechodził i też się z tym nie zgadzał. Jeśli tak jest, to nie mogę nawet się na niego gniewać. Ja tego nie wytrzymam.
W łóżku długo jeszcze nad tym myślałam, ale w końcu zmęczenie wzięło górę i zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że nie jest tak okropnie jak sądzę. :-) Przepraszam, że notki dotychczas nie było, ale się źle czułam. Teraz zaczynam z nowymi pokładami energii i biorę się za robotę. Pozdrawiam AleXandra. :-)
Bardzo fajne :) Coś mi się wydaje, że jeszcze trochę i jednak polubi Marcellego, jeśli nawet nie coś więcej?
OdpowiedzUsuńA tak poza tym... Zostałam nominowana do Libster Blog Award i teraz ja nominuję Ciebie i ten blog. :) Więcej informacji na tej stronie: http://w-blaskuksiezyca.blog.pl/libster-blog-award/
Pozdrawiam, wilk :)
Bardo fajnie, że Ci się podoba. :-) Marcello to bardzo ważna postać, ale tożsamość Rispiego również zaskoczy i to niemało.
OdpowiedzUsuńTak w ogóle to bardzo Ci dziękuję za nominację. :-) Wiele dla mnie znaczy. Pozdrawiam. :-)
Fajny pomysł na fabułę i niezły styl. Powiem szczerze, że mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńMam jednak jedno 'ale', mianowicie, mam wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko. Lucia dopiero poznała Marcello, a już ma dla niego tysiąc cech charakteru. Ja chyba też robię taki błąd, ale myślę, że lepiej by było, żeby czytelnik sam poznawał bohaterów, a nie dostawał ich na tacy. Mam na myśli, że zamiast pisać, że, załóżmy Emma, jest nieśmiała, to postawmy ją w sytuacji kiedy musi zrobić coś sama. Może poprosić kogoś o pomoc jąkając się przy tym cz też wykręcając palce. W pisaniu ważne jest, żeby pokazywać czytelnikowi jak najwięcej, a nie opisywać wszystko. Muszę sama wywnioskować, że Emma jest nieśmiała. Wtedy mam większą frajdę.
Jeśli chcesz na przykład postawić Marcello w złym świetle, jako nieuprzejmego, aroganckiego dupka, niech w scenie wychodzenia z klasy nie przepuści Luci w drzwiach, odpowie jej wrednym uśmieszkiem albo kąśliwą uwagą.
Wtedy będzie więcej dobrego tekstu i akcja nie będzie tak pędziła, a przy okazji poznamy bohaterów i uniwersum, w którym się znajdują ;)
Pozdrawiam,
Weny życzę,
Agnes, freespirits.bloog.pl :*
Cieszę się, że Ci się podoba. :-) Co do tego, co pisałaś. Chodziło mi o to, że Lucia go tak widzi, sam jeszcze tego nie pokazał. W następnych rozdziałach swoim zachowaniem ukaże jaki jest naprawdę. Pozdrawiam. :-)
UsuńAh, dobra, to wiele wyjaśnia... W sumie ludzie w ogóle maja tendencję do przesady przy ocenianiu innych, więc jakby się zastanowić to faktycznie mogłaby tak stwierdzić... I zapomniałam napisać wcześniej, fajnie by było gdybyś wplotła trochę więcej opisów i dialogów. Dialogi są bardzo ważne, ja je uwielbiam, ale muszą pchać akcję do przodu. Więc proszę o opisy i dialogi :3
UsuńPozdrawiam ;)
Postaram się o więcej opisu i dialogu. :-) Tak poza tym, fajny blog. :-) Pozdrawiam.
Usuń