środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 2

         Pierwsze, co poczułam, gdy powoli odzyskiwałam przytomność, to tępy ból rozchodzący się po całym ciele. Ku mojemu zdziwieniu, leżałam w swoim łóżku, a nie na zimnej, brudnej ścieżce. No i żyłam.

- Zobacz, budzi się - usłyszałam czyjś cichy szept.

- Jak się czujesz, Lucio? - spytał ojciec.

- J-jakoś - wyjąkałam z trudem. - Co się stało?

         Dopiero wtedy, gdy zaczęłam widzieć wyraźnie, spostrzegłam, że obok mnie siedzi ojciec, Martha i... On.

- Co ten chłopak tu robi?!

- To Marcello. Znalazł cię w lesie po tym jak upadłaś i zemdlałaś. Gdyby nie on, to skończyłoby się o wiele gorzej.

          Przecież to wszystko przez niego! Miałam ochotę krzyczeć ze złości. Najpierw mnie upuszcza z bardzo dużej wysokości, a teraz będzie zgrywał wielkiego bohatera?! To szczyt wszystkiego.

- Boli mnie głowa - biadoliłam.

- Nic dziwnego. Masz średnie wstrząśnienie mózgu, ale nic poważniejszego ci się nie stało.  Na szczęście.

- Możecie zostawić nas samych? - wtrącił się ,, mój wybawca ".

- Oczywiście, ale nie długo, Lucia musi dużo odpoczywać - zgodził się tata.


- Czego chcesz? Niech zgadnę, może wyrzucisz mnie przez okno? To byłaby jakaś odmiana - warknęłam gniewnie, gdy pozostali już wyszli.

- Nie tym razem, słońce.

- O co chodzi?

- Wkrótce do nas dołączysz, kochanie. Do tego czasu mam cię na oku.

- Że co?

- Chyba nie masz problemów ze słuchem, prawda?

- Nie mam.

             Chciałam dodać coś jeszcze, ale zniknął. Rozpłynął się w powietrzu niczym poranna mgła.


              W ciągu kilku następnych godzin, co chwila ktoś do mnie przychodził, ale moje myśli zaprzątała inna osoba. Marcello był głupim, egoistycznym gnojkiem, ale równocześnie ta jego tajemniczość mnie pociągała. O co mu chodziło? Jak miałam się stać taka jak on? Uznajmy, że to po prostu wariat, który uciekł z psychiatryka. Ale te skrzydła. Na pewno były prawdziwe, tym bardziej upadek. Wtedy zrozumiałam coś jeszcze. Jakim cudem w ogóle przeżyłam?! To nie możliwe, było zbyt wysoko.

              Nagle spostrzegłam coś na ręce. To była głęboka rana jak po ataku dzikiego zwierzęcia i to tam, gdzie wczoraj wbił mi swoje pazurzyska. To nie może być przypadek. Czym on jest?!

              Nie chcąc bardziej niepokoić ojca, po cichutku zeszłam na dół i założyłam sobie opatrunek. Wiedziałam jak się robi, bo nieraz patrzyłam jak mama opatrywała rannych myśliwych i nieuważnych turystów, którzy postanowili ,, pobawić " się z niedźwiedziem grizzlym.

              Te niebezpieczne zwierzęta mieszkają tutaj od setek lat, ale ludzie nadal traktują je jak pluszowe zabaweczki do przytulania i głaskania. Ci ignorańci nie wierzą, że natura jest od nich o wiele silniejsza i z łatwością rozgniecie ich w pył. Trzeba istnieć z nią w pokoju, inaczej długo tu nie pożyjesz. Prosta logika przetrwania.


              Ta noc była najgorszą w moim dotychczasowym życiu. Rana paliła mnie żywym ogniem, a ja nic nie mogłam na to poradzić. Już wcześniej postanowiłam, że nie powiem o niej tacie ani nikomu innemu. Kiedy wreszcie zasypiałam, nękały mnie koszmary, cały czas wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. To okropne uczucie.

              Rano byłam wyczerpana, nie chciałam wstać z łóżka. Całe szczęście, że była sobota. Uraz nie zagoił się w czasie snu, co było do przewidzenia. Wyglądał wtedy jak po zatruciu jadem węża lub innego ohydnego stwora. Zaczynałam się poważnie martwić, więc musiałam koniecznie odnaleźć Marcellego. Mówił, że będzie w pobliżu, ale nie zawołam  raczej: ,, Do nogi! ", bo to nie pies... Chyba. Niczego z nim nie wiadomo.

                                                     ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

               Mam nadzieję, że się podoba. Jeszcze rozdział, dwa, a tajemnica Marcellego zostanie częściowo rozwiązana. :-) Zapraszam do komentowania i wyrażania swoje opinii. Pozdrawiam AleXandra.

6 komentarzy:

  1. Krótko, ale ciekawie :) Zastanawia mnie, jak Lucia przeżyła upadek z takiej wysokości... Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. W jaki sposób Lucia przeżyła, wyjaśnię w następnych rozdziałach. Pozdrawiam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło widzieć nowy rozdział. Bardzo mnie ciekawi Marcello i to kim jest. Mam nadzieję, że niedługo napiszesz więcej i poznamy tę tajemnicę :)
    Pozdrawiam, wilk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać nowy rozdział jutro lub pojutrze. :-) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. czyżby to wąpierz? czyżby wilkołak? a może zUy anioł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wyjaśni się w następnych rozdziałach. Pozdrawiam. :-)

      Usuń