Pierwsze, co poczułam, gdy powoli odzyskiwałam przytomność, to tępy ból rozchodzący się po całym ciele. Ku mojemu zdziwieniu, leżałam w swoim łóżku, a nie na zimnej, brudnej ścieżce. No i żyłam.
- Zobacz, budzi się - usłyszałam czyjś cichy szept.
- Jak się czujesz, Lucio? - spytał ojciec.
- J-jakoś - wyjąkałam z trudem. - Co się stało?
Dopiero wtedy, gdy zaczęłam widzieć wyraźnie, spostrzegłam, że obok mnie siedzi ojciec, Martha i... On.
- Co ten chłopak tu robi?!
- To Marcello. Znalazł cię w lesie po tym jak upadłaś i zemdlałaś. Gdyby nie on, to skończyłoby się o wiele gorzej.
Przecież to wszystko przez niego! Miałam ochotę krzyczeć ze złości. Najpierw mnie upuszcza z bardzo dużej wysokości, a teraz będzie zgrywał wielkiego bohatera?! To szczyt wszystkiego.
- Boli mnie głowa - biadoliłam.
- Nic dziwnego. Masz średnie wstrząśnienie mózgu, ale nic poważniejszego ci się nie stało. Na szczęście.
- Możecie zostawić nas samych? - wtrącił się ,, mój wybawca ".
- Oczywiście, ale nie długo, Lucia musi dużo odpoczywać - zgodził się tata.
- Czego chcesz? Niech zgadnę, może wyrzucisz mnie przez okno? To byłaby jakaś odmiana - warknęłam gniewnie, gdy pozostali już wyszli.
- Nie tym razem, słońce.
- O co chodzi?
- Wkrótce do nas dołączysz, kochanie. Do tego czasu mam cię na oku.
- Że co?
- Chyba nie masz problemów ze słuchem, prawda?
- Nie mam.
Chciałam dodać coś jeszcze, ale zniknął. Rozpłynął się w powietrzu niczym poranna mgła.
W ciągu kilku następnych godzin, co chwila ktoś do mnie przychodził, ale moje myśli zaprzątała inna osoba. Marcello był głupim, egoistycznym gnojkiem, ale równocześnie ta jego tajemniczość mnie pociągała. O co mu chodziło? Jak miałam się stać taka jak on? Uznajmy, że to po prostu wariat, który uciekł z psychiatryka. Ale te skrzydła. Na pewno były prawdziwe, tym bardziej upadek. Wtedy zrozumiałam coś jeszcze. Jakim cudem w ogóle przeżyłam?! To nie możliwe, było zbyt wysoko.
Nagle spostrzegłam coś na ręce. To była głęboka rana jak po ataku dzikiego zwierzęcia i to tam, gdzie wczoraj wbił mi swoje pazurzyska. To nie może być przypadek. Czym on jest?!
Nie chcąc bardziej niepokoić ojca, po cichutku zeszłam na dół i założyłam sobie opatrunek. Wiedziałam jak się robi, bo nieraz patrzyłam jak mama opatrywała rannych myśliwych i nieuważnych turystów, którzy postanowili ,, pobawić " się z niedźwiedziem grizzlym.
Te niebezpieczne zwierzęta mieszkają tutaj od setek lat, ale ludzie nadal traktują je jak pluszowe zabaweczki do przytulania i głaskania. Ci ignorańci nie wierzą, że natura jest od nich o wiele silniejsza i z łatwością rozgniecie ich w pył. Trzeba istnieć z nią w pokoju, inaczej długo tu nie pożyjesz. Prosta logika przetrwania.
Ta noc była najgorszą w moim dotychczasowym życiu. Rana paliła mnie żywym ogniem, a ja nic nie mogłam na to poradzić. Już wcześniej postanowiłam, że nie powiem o niej tacie ani nikomu innemu. Kiedy wreszcie zasypiałam, nękały mnie koszmary, cały czas wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. To okropne uczucie.
Rano byłam wyczerpana, nie chciałam wstać z łóżka. Całe szczęście, że była sobota. Uraz nie zagoił się w czasie snu, co było do przewidzenia. Wyglądał wtedy jak po zatruciu jadem węża lub innego ohydnego stwora. Zaczynałam się poważnie martwić, więc musiałam koniecznie odnaleźć Marcellego. Mówił, że będzie w pobliżu, ale nie zawołam raczej: ,, Do nogi! ", bo to nie pies... Chyba. Niczego z nim nie wiadomo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podoba. Jeszcze rozdział, dwa, a tajemnica Marcellego zostanie częściowo rozwiązana. :-) Zapraszam do komentowania i wyrażania swoje opinii. Pozdrawiam AleXandra.
Krótko, ale ciekawie :) Zastanawia mnie, jak Lucia przeżyła upadek z takiej wysokości... Życzę weny!
OdpowiedzUsuńW jaki sposób Lucia przeżyła, wyjaśnię w następnych rozdziałach. Pozdrawiam. :-)
OdpowiedzUsuńMiło widzieć nowy rozdział. Bardzo mnie ciekawi Marcello i to kim jest. Mam nadzieję, że niedługo napiszesz więcej i poznamy tę tajemnicę :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, wilk :)
Postaram się dodać nowy rozdział jutro lub pojutrze. :-) Pozdrawiam.
Usuńczyżby to wąpierz? czyżby wilkołak? a może zUy anioł?
OdpowiedzUsuńWszystko wyjaśni się w następnych rozdziałach. Pozdrawiam. :-)
Usuń