wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział 1

      Po całym dniu szkoły z największą przyjemnością wróciłam do domu.

- Cześć, tato! Idę do pokoju! - powiedziałam.

     Nie czekając na odpowiedź pochwyciłam najzieleńsze z jabłek i zaczęłam wdrapywać się po schodach, które skrzypiały przy nawet najmniejszym nacisku. Gdy byłam młodsza mama mówiła, że to wesołe duszyczki śpiewają swoje niezrozumiałe dla nas pieśni.

     Mój pokój mieścił się na samym końcu długiego korytarza wyłożonego boazerią. Kiedyś mi się to nie podobało, ale po tylu latach wreszcie przywykłam.

     Zmęczona rzuciłam się na szerokie łóżko, które mieściło się pośrodku pomieszczenia. Przyglądając się liliowej farbie na ścianie, zasnęłam.


      Obudził mnie dziwny hałas dochodzący z plecaka i dopiero po chwili zrozumiałam, że to komórka. Powoli wyjęłam aparat z torby.

- Halo? - spytałam zaspanym głosem. - Kto mówi?

- Hej, tu Martha. Masz jakieś plany na wieczór?

- Nie, a co?

- Charlotte urządza dzisiaj imprezę, może pójdziesz?

- Dobra, o której jest?

- Zaczyna się o osiemnastej. Pa!

- Pa - odpowiedziałam, chociaż wiedziałam, że przyjaciółka już się rozłączyła.

       Spojrzałam na zegarek. Siedemnasta, najwyższa pora, aby zacząć się przygotowywać.
W pośpiechu nałożyłam delikatny makijaż, bo przecież nie chciałam wyglądać jak żywa lalka Barbie i ubrałam się jakoś bardziej wyjściowo. Czarne rurki, lekko obcisły kanarkowy T-shirt i na to granatowy rozpinany sweterek powinny załatwić sprawę. Wzięłam jeszcze tylko telefon i założyłam jasnobeżowe balerinki. Byłam już chyba gotowa.

- Wychodzę!

- Nie wróć zbyt późno.

- Yhm.


        Zaraz po wejściu do domu Charlotte, zaczęłam błądzić wzrokiem po zebranych w poszukiwaniu Marthy. Jako, że nigdzie jej nie widziałam, przystanęłam z boku. Teraz mogłam przyjrzeć się bliżej mieszkaniu. Salon był dużym, prawie całkowicie oszklonym pomieszczeniem. Na środku pokoju stała szeroka kanapa i telewizor plazmowy, a pod jedyną ścianą bez okien mieścił się sporych rozmiarów stół, zastawiony wtedy najróżniejszymi przekąskami i napojami.

        Minuty mijały, a ja dalej podpierałam ścianę, więc postanowiłam trochę potańczyć.

        Wirując wśród tłumu, dostrzegałam całą paletę barw, twarze ludzi umykały mi, ale i tak widziałam ich uśmiechy. Dookoła otaczała mnie muzyka i radosny śmiech zebranych. Zewsząd dochodziły do mnie strzępy rozmów i wesołe krzyki proszące o zgłośnienie muzyki. Czułam,  że należę do tego wszystkiego, ale równocześnie byłam wolna i niezależna. To cudowne.

         Po jakimś czasie Martha łaskawie raczyła się pojawić. Chwilę rozmawialiśmy o byle
czym, ale w końcu znów zaczęłyśmy tańczyć.

         Było już dobrze po północy, kiedy powoli zbierałam się do domu. Martha zaproponowała, że mnie odprowadzi, ale podziękowałam. Przecież nie miałam pięciu lat, nikt nie musi trzymać mnie za rączkę i pilnować, żebym trafiła do domu oddalonego skąd o jakieś pół kilometra.

         Szłam właśnie wąską aleją prowadzącą przez stary las, gdy usłyszałam cichy szelest dobierający z głębi drzew. Przyspieszyłam kroku. Kątem oka dostrzegłam niewielki ruch, nie widziałam dokładnie, co to, gdyż oświetlenie było bardzo ograniczone.

         Dopiero po wyjściu z tego przeklętego miejsca, odetchnęłam z wyraźną ulgą. Jeszcze dwieście metrów i będę w swoim ciepłym, bezpiecznym pokoju.

         Nagle poczułam powiew zimnego niczym lód powietrza. To dziwne, przecież
najlichsze gałązki nie uginały się od wiatru. No, bo... Nie wiało. Szybko odwróciłam się i krzyknęłam przerażona.

- Kim jesteś?! - spytałam się wysokiego chłopaka stojącego naprzeciw.

          Mimo panujących ciemności, wyraźnie widziałam jego krucze włosy, padające niesfornie na czoło. Jego oczy... To nierealne... A jednak... One były jeszcze ciemniejsze od fryzury. Nie brązowe, ale czarne jak smoła.

- Jestem taki sam jaka ty będziesz - widząc, że nie rozumiem, dodał. - Jeśli chodzi ci o imię, to nazywam się Marcello.

- Czego ode mnie chcesz? - byłam mocno wystraszona.

- Na razie niczego, słońce - odparł słodko, równocześnie chwytając mnie za nadgarstek.

- Zostaw mnie!

          Wtedy stało się coś, czego w życiu bym nie przypuszczała. Jego paznokcie zmieniły się w coś na kształt szponów, a z pleców zaczęły wyrastać... Szkrzydła. Ale nie takie jak u aniołów przedstawianych na średniowiecznych obrazach. Nie, te były jeszcze większe i czarne.

           Niespodziewanie chłopak wzbił się w powietrze, ciągnąc mnie ze sobą. To było równocześnie przerażające, jak i niesamowite. Jednak to pierwsze uczucie wygrało.

- O co chodzi?! Czym ty jesteś?!

- Wkrótce się przekonasz, słońce - odparł, śmiejąc się szyderczo.

- Nie nazywaj mnie tak! Czy to jest sen? Zaraz się obudzę, prawda?

- Nie, to przykra rzeczywistość, sło... Przepraszam, chciałem powiedzieć kochanie.

- Puszczaj!

- Jak chcesz - powiedział i dopiero wtedy zrozumiałam, że jesteśmy bardzo wysoko.

- Nie! Nie o to mi chodziło! - krzyczałam, lecz było za późno.

             Ostatnie, co pamiętam, to spadanie i upadek. Potem była już tylko pustka.

                                                       ~~~~~~~~~~~~~~~~~~

             Mam nadzieję, że się podoba. Póki piszę na tablecie, rozdziały będą dosyć krótkie, ale to się zmieni. Jeżeli jest jakiś błąd, proszę o poinformowaniu mnie w komentarzach. Pozdrawiam, AleXandra. :-)


4 komentarze:

  1. Joł :D
    Zauważyłam, że mieszasz czas teraźniejszy z przeszłych oraz też troszkę błędów. Ogólnie zapowiada się nad wyraz ciekawie i zostanę tu na dłużej. Poza tym, mam nadzieję, że Luci nic się ne stało. A ten demon?, upadły anioł?, czy czymkolwiek by on nie był, ciekawe co miał na myśli mówiąc, że Lucia zostanie tym samym kimś kim on był. Trochę chyba pogmatwałam :/ No cóż...czekam na neeext! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowicie się cieszę, że Ci się podoba. :-) Za niedługo zacznę pisać na komputerze, a nie na tablecie i będzie mi łatwiej. Nowy rozdział postaram się dodać dzisiaj lub jutro. Pozdrawiam AleXandra.

      Usuń
  2. Hej,
    bardzo się cieszę, że jest nowy rozdział i już wyczekuję kolejnego. Wydaje mi się, że Marcello będzie bardzo ciekawą postacią, ale póki co czekam, by się przekonać czy to prawda :)
    P.S. Zapraszam wszystkich czytających tego bloga, także na mojego. Mam nadzieję, że się spodoba : http://w-blaskuksiezyca.blog.pl
    Pozdrawiam, wilk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wkrótce przekonasz się, że Marcello odegra tu jeszcze ważną rolę. :-) Pozdrawiam.

      Usuń